O bębenku, okruszkach i przeziębieniu, czyli jak zbudować pokój na świecie

 

Zgonowałam sobie spokojnie pod kocykiem, próbując zwalczyć narastającą gorączkę, a moje dzieci dookoła rzucały mięsem. I warzywami. I kawałkami chleba. Ponoć w cywilizowanych kręgach to się nazywa kolacją. Popatrzyłam z rezygnacja na zalegającą dywan warstwę okruszków i zwlokłam się po odkurzacz.

– Czy wy musicie tak brudzić wokół siebie? Robaki nam się zalęgną!

– Wreszcie będziemy mieć jakieś zwierzątka, jak nam psa nie chcecie kupić – prychnęła córka znad kanapki i komiksu.

– A ty nie czytaj przy jedzeniu! – odgryzłam się i wygarnęłam jej spod nóg stertę pomidora.

– A Ty zwykle czytasz – wytknęła mi panna F.

Tuptuś drepczący za mną krok w krok upuścił na świeżo posprzątany kawałek podłogi pół swojej kanapki, po czym na niej wdzięcznie usiadł całym słodkim ciężarem swoich 13 kilo. Poczułam się zdemotywowana do dalszego sprzątania. Wyłączyłam odkurzacz i wróciłam pod kocyk.

coffee-1711431_1920

– Mamo, a co to jest zło? – zadała znienacka pytanie córka. Masz ci los, tu gorączka 38,5, czas się na tamten świat wybierać, lub chociaż przeczekać do wieczora i walnąć się spać, a tu ważne egzystencjalne pytania padają… Trza się wysilić i porządnie odpowiedzieć, bo tak przecież podwaliny moralne przyszłym pokoleniom się buduje. Zmobilizowałam do działania nieliczne szare komórki, które oszołomione temperaturą niemrawo obijały się w mojej głowie.

– Zło jest wtedy, jak krzywdzimy innych. Lub siebie. – powiedziałam stanowczo i wstrzymałam oddech. Wystarczy im czy nie?

Nie wystarczyło.

– To jak kopnę siostrę to jest złe? – upewnił się skupiony Średni.

– Bardzo – odparłam z mocą.

– Ale jak ona mi nie oddaje mojego bębenka to też źle!

– Zła złem nie zwalczysz synku – odrzekłam sentymentalnie i poczułam się bardzo mądra.

– Ee tam, jak nie zwalczę. Jak ją kopnę, to ona ryczy, a ja sobie zabieram mój bębenek – obruszył sie synek.

– To ja go wtedy konfiskuję i nikt nie ma – powiedziałam triumfalnie – zło nie popłaca.

– To wtedy ty jesteś ta zła, jak zabierasz nie swoje – popatrzył na mnie surowo Średni.

– Mamo, a czemu ludzie robią złe rzeczy? – zapytała boleściwie panna F. Dotarły do niej wiadomości z ostatniego tygodnia i przeżywała bardzo niesprawiedliwości tego świata. Westchnęłam ciężko. Czemu zawsze filozoficzne dyskusje zaczynają się wtedy, gdy jestem chora, albo zmęczona, albo dziko zajęta… A bo w sumie nie mam innych stanów.

– Czasem ludziom wydaje im się, że robią dobrze. Że mają rację i to daje im prawo do złych zachowań w imię wyższych celów – zaczęłam ostrożnie.

Zapadła cisza. Dzieci trawiły kanapki i informacje. Podwaliny moralne rosły.

– Czasem czują się skrzywdzeni i reagują agresją – dodałam po namyśle.

– Jak wtedy, gdy Średni dostał kawałek ciasta większy ode mnie?

– O milimetr może! – zdenerwowałam się – z linijka będę wam następnym razem kroić! Ale tak, coś w tym stylu. I często takie poczucie krzywdy i obraza są skierowane w złą stronę. To ja kroiłam ciasto, a talerzem piżgnęłaś w stronę brata.

– No – dodał ze świętym oburzeniem Średni – to w mamę powinnaś piżgnąć!

– Nie powinna! Przemoc nie jest żadnym rozwiązaniem! Można było spokojnie powiedzieć, co jest problemem!

– Mamo, to dlaczego ludzie ze sobą nie rozmawiają, tylko się … no… przemocują?

Szare komórki w mojej głowie jedna po drugiej odmawiały współpracy. No czemu właściwie?

– Bo czasem zakładają niepotrzebnie złą wolę drugiej strony – zasugerowałam rozpaczliwie i popatrzyłam na niewiele rozumiejące spojrzenia moich dzieci – No, że nawet jakbyś poprosił o bębenek ładnie, to siostra by Ci nie dała.

– Bo bym nie dała! Dopiero co zaczęłam grać! – obruszyła się Panna F.

Zaczęłam odczuwać coraz głębsze współczucie do Gandhiego, Jezusa i innych głosicieli idei pokoju na ziemi. Namawianie istot ludzkich do pokojowego dialogu to ciężki kawałek chleba.

– Trzeba się dzielić – odparłam – wierzę, że można się dogadać, nawet jak zasobów jest mniej, niż chętnych na nie! Wystarczy dobra wola! A jak się ludzie zaczynają kłócić i tłuc to już jest naprawdę gorzej. Wszyscy zaczynają mieć poczucie krzywdy, chcą się zemścić, i robi się okropny bałagan.

– A potem przychodzi mama i zabiera zabawki, tak? – Średni próbował załapać w 5 minut działanie mechanizmów historii.

– No może. Albo zabawki się psują w trakcie walki.

Popatrzyłam na miny przyszłości narodu. Wyglądały na przejęte, więc postanowiłam iść za ciosem.

– W ogóle moim zdaniem duża część problemów bierze się z tego, że za bardzo my jako ludzie lubimy wprowadzać podziały – chwyciłam wiatr w żagle i zaczęłam wygłaszać ulubione teorie – Człowiek jako zwierzę stadne ma potrzebę należności do grupy, ale niestety, aby wprowadzić jedność w swoim stadzie, konfliktuje się czy stawia w opozycji do innej gromady. Żeby poczuć się lepszymi, trzeba znaleźć tych gorszych. My versus oni. Prawica – lewica, matki – bezdzietne, kierowcy – rowerzyści. Wszyscy mają swoje racje, ale żeby wzmocnić swoje poczucie słuszności, to pomniejszamy i ośmieszamy innych. A w dodatku niepotrzebnie przyklejamy etykietki i szufladkujemy innych, zamiast patrzeć jednostkowo. Wasza mamusia na przykład została ostatnio nazwana pasywno-agresywną matką walczącą, i jedna pani stwierdziła, że dlatego nie lubi w ogóle matek. No i po co tak uogólniać? A może to po prostu ja jako ja mam wredny pasywno-agresywny charakter, dlaczego przyklejać etykietkę wszystkim? Wolałabym być nielubiana indywidualnie i osobiście.

Miny przyszłości narodu zrzedły. Chyba przesadziłam ze szczerością. Westchnęłam ciężko i sięgnęłam po herbatkę z malinami.

– Jak Cię siostra zdenerwuje, to możesz być zły na nią, a nie na wszystkie dziewczynki tego świata. Bo one nie są niczemu winne, że jedna ich przedstawicielka nie daje Ci bębenka. Rozumiesz? – zwróciłam się z nadzieją do mego pierworodnego syna.

– Tak, to tylko moja siostra jest głupia. H. i M. z przedszkola są fajne – odpowiedział entuzjastycznie jeden z trzech mężczyzn mojego życia.

– Mamo, a on się znów przezywa! – rozbeczała się córka. Jęknęłam i zakopałam się głębiej pod kocyk.

– Synu, nie przezywaj się. W ogóle lepiej nie oceniać człowieka jako człowieka, tylko ewentualnie jego zachowania. I to w miły sposób. Życzliwy, ok? Dobra, zjedliście? To idźcie myć zęby – zdecydowałam, że zbudowałam wystarczające podwaliny jak na jeden dzień. Styczniowa depresja wraz z przeziębieniem wkradały się z deszczową breją i szaro-burym zmierzchem w moje jestestwo. I jak tu dzieciom przekazywać nadzieję na nowy lepszy świat?

Zgarnęłam Tuptusia do przebierania. Z łazienki dobiegły mnie rozmowy.

– Za pozwoleniem, to niedobrze, że chlapiesz wodą.

– Za pozwoleniem, to głupie, że tutaj stoisz, jak ja chlapię wodą.

– Za pozwoleniem, ja mam prawo tu stać.

– No to będziesz zaraz mokra, i co ci z tego prawa? Za pozwoleniem?

– MAMO!!

– Dogadujcie się, dogadujcie! – odkrzyknęłam radośnie – Wierzę, że wypracujecie sobie kompromis!

Z łazienki dobiegł huk i odgłos lejącej się na podłogę wody. Tuptuś fiknął nogami na przewijaku.

– No to mamy oboje przechlapane – dobiegł mnie trzeźwo oceniający sytuację głos córki.

Jęknęłam po raz kolejny. Chyba czekał mnie wieczór sprzątania. Ale jeśli oznaczałoby to, że moje ukochane potomstwo zawiązało koalicję zbudowaną na wspólnym poczuciu winy i chęcią uniknięcia kary z mojej strony, to może i warto… Rodzice kontra dzieci. Zawsze jakiś podział musi być.

37 myśli na temat “O bębenku, okruszkach i przeziębieniu, czyli jak zbudować pokój na świecie

  1. Pytania dzieci zmuszają do odpowiedzi, tylko szkoda, że zawsze są to pytania typu: a dlaczego trwa jest zielona, a gdzie mieszka Bóg lub dlaczego nie mogę oddać F. skoro kopnął mnie w nogę… Eh te dzieciaki 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Zło…pewnie ten temat będzie jeszcze wracał…czasem ludzie czynią źle, bo się boją, a przemoc jest jedyną formą kiedy mają pod kontrolą sytuację. Czasem złe zachowanie wynika z próby zwrócenia na siebie uwagi (szczególnie u dzieci). Czynić źle to nie zawsze krzywdzić kogoś innego, ale także siebie… Nie sztuką jest zdzielić kogoś w łeb by odzyskać bębenek, ale sprawić by sam go nam oddał. O! Jako mama 4 dzieci doskonale Cię rozumiem i jeszcze te egzystencjalne pytania w najmniej odpowiednim momencie… często są one pretekstem by nie iść jeszcze spać….no bo On pyta o to w jakiej temperaturze topi się lawa i w co pobierają jej próbki, skoro badają (mamooo jaka substancja jest najbardziej odporna na ogień…) a tu zegar wskazuje 22, a Ty chciałabyś w końcu wziąć prysznic i zjeść coś jak człowiek nie łykając w biegu jak indor, zachłystując się okruchami kiedy musisz rzucać pospieszne komunikaty „zostaw, nie rusz, uważaj, nie ciągnij za włosy siostry”. I wypić CIEPŁY napój (choć raz w ciągu całego dłuuugiego dnia).

    Polubione przez 1 osoba

  3. Przezabawny tekst 😀 I mnie zmusił do myślenia, chociaż matką jeszcze nie jestem. No właśnie, jak wytłumaczyć rzecz niby tak oczywistą? Cieszę się, że jednak niektórzy rodzice podejmują wysiłek, zamiast pójść na łatwiznę i ryknąć na dzieci, że mają być cicho.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Ten tekst jest nie tylko świetnie napisany, ale i mądry! Coś w rodzaju filozoficznej bajki edukacyjnej dla dorosłych 🙂 Akurat dzisiaj oglądałam dokumenty na temat ośrodka wychowawczego dla dzieci z patologicznych rodzin w Bogocie, gdzie nota bene pracują Polacy, i zastanawiałam się nad tym, jak środowisko kształtuje dzieci od urodzenia, nie tylko osobowościowo ale i etycznie. I tym sposobem jednego dnia, nie wychodząc z domu (też grypuję 😉 ), zwiedziłam 2 zupełnie inne światy.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s