Idzie nowe, co ze starym?

pencil-918449_960_720

– Mamo, ale to nie fair! – płaczliwy dziewczęcy głosik rozległ się tuż nad moją głową. Oderwałam w popłochu wzrok od komórki. Przez moment ogarnęła mnie jak zwykle fala wyrzutów sumienia, a przez głowę zaczęły przelatywać myśli, czym tym razem zaszkodziłam ukochanej córeczce. Zaraz jednak zdałam sobie sprawę, że przecież wracam właśnie metrem z pracy, a moja córeczka wchłania teraz wiedzę w szkole kilka kilometrów dalej. Już uspokojona rozejrzałam się dyskretnie wokół siebie. Stały obok mojego siedzenia – wyglądająca na dość zmęczoną kobieta w wieku około trzydziestu lat i jej może ośmio- lub dziewięcioletnia kopia z blond warkoczem i oskarżycielskim wyrazem twarzy.

Nieładnie podsłuchiwać. Ale stały tak blisko…

– Córciu, ale twój plecak jest jeszcze całkiem w porządku – tłumaczyła cierpliwie matka. Miałam wrażenie, że już nie pierwszy raz odbywają ta rozmowę.

– Ale wszyscy mają nowe – zaprotestowała rozpaczliwie córka, aż jej się jasny warkocz zatrząsł z oburzenia – plecaki, piórnik, przybory… Nowy rok, nowe rzeczy. A ze mnie chcesz dziadówę robić!

Matka poczerwieniała z lekka na twarzy.

– To nie chodzi nawet o pieniądze, córeczko – odpowiedziała w miarę spokojnie – ale pomyśl o ekologii. Środowisku. Po co wyrzucać jeszcze dobre rzeczy i kupować nowe?

– Ale nowe perfumy to sobie kupiłaś! Choć starych do końca jeszcze nie zużyłaś! – wytknęło jej dziecko z satysfakcją.

Uuu, szach mat – pomyślałam. Na następnym przystanku musiałam wysiąść i nie wiem niestety, jak się ta ciekawa dyskusja zakończyła. Muszę przyznać, że myślałam o tym do wieczora.

Sama nie jestem zwolenniczką wymieniania jeszcze dobrych, działających czy porządnych rzeczy na nowe, tylko dlatego, że straciły już urok nowości. Z drugiej strony, ja akurat dobrze wiem, jak silna potrafi być presją ze strony rówieśników. Ideały ideałami, ratowanie ziemi pięknym i zbożnym celem, ale czy umiałabym postawić na szali dobre samopoczucie moich dzieci? Słyszałam kiedyś historię o chłopcu, który dostał histerii przy zakupie majtek. Okazało się, że chłopcy z jego klasy ustalili, iż jedyne słuszne i godne noszenia bokserki to takie od Calvina Kleina i niemiłosiernie wyśmiewali w szatni każdego chłopca, który nie stosował się do ich dress codu. Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji? Złamała swoje zasady i wydała fortunę na jakieś gacie znanego projektanta? Zmieniła dziecku szkołę? Żeby to zawsze było takie łatwe… Porozmawiała z innymi rodzicami lub nauczycielką? Generalnie dobry sposób, ale jeśli trafi się na stuknięte środowisko, można jeszcze pogorszyć sytuację. Czy jest jakiś skuteczny sposób? Chyba jedyne, co można robić, i to już od urodzenia dziecka, to wpajać mu odmienny system wartości. Opowiadać i tłumaczyć, że bardziej liczy się wnętrze niż wygląd zewnętrzny. Że modne ubrania czy nowe rzeczy nie czynią z nikogo lepszego ani bardziej wartościowego człowieka. Że przyjaciół lepiej sobie wybierać pod kątem ich charakteru i dopasowania zainteresowań, a nie ciuchów z tego samego sklepu.

Z drugiej stronie, po Internecie krąży wielokrotnie udostępniana historia Haley Hassell, która opisała swoją przeprawę z sześcioletnią córką Presleigh na temat nowego piórnika. Mimo problemów finansowych kupiła jej nowy, piękny i lśniący, ale Presleigh nim wzgardziła i wyrzuciła do kosza, ponieważ, jak stwierdziła, „wszyscy w klasie już taki mają”. Haley wręczyła jej zatem foliową torebkę na przybory szkolne, a piórnik postanowiła oddać innemu, bardziej potrzebującemu dziecku. Mimo płaczu córki i jej deklaracji, że zmieniła zdanie i chętnie będzie używać odrzucony wcześniej piórnik, kobieta pozostała nieugięta. Aby nauczyć dziecko wdzięczności i szanowania prezentów, postanowiła, że Presleigh w tym roku długopisy będzie trzymać w foliowym woreczku, a piórnik osobiście musi wręczyć komuś, kogo na nowy nie stać.

I co sądzicie o takiej metodzie wychowawczej? Ja, mimo że popieram ogólną ideę, to mam pewne zastrzeżenia. Po pierwsza, ta dziewczynka ma dopiero 6 lat! Nawet nam, dorosłym babom, zdarzają się gorsze dni, kiedy nie wiemy czego chcemy albo nic nam się nie podoba. Gdybyśmy zawsze spotykały się z tak surowymi konsekwencjami, to… no, może strzelałybyśmy mniej fochów 😉 Ale na pewno miałybyśmy bardziej pod górkę. Po drugie, dobroczynność powinna płynąć z potrzeby serca. Czy zmuszając dziecko, aby oddało to, na czym mu zależy, nauczymy go radości dzielenia się z innymi? Nie sądzę. I po trzecie, jeśli już zdecydowałabym się na tak zdecydowaną i ostrą metodę wychowawczą, to nie dokumentowałabym jej przebiegu w Internecie, ilustrując ją zdjęciami płaczącej córki. W ogóle sobie tego nie wyobrażam, szczerze mówiąc. Nawet jeśli przedtem zachowało się nieładnie, to jest to moje dziecko, które szlocha, płacze, jest zrozpaczone, przeżywa silne emocje. A ja na luzie wyciągam komóreczkę i mówię „Głowa trochę bardziej w lewo, żeby lepiej było widać łzę, będzie fajna fotka na Facebooczka”? No nie.

Czy jest z tego jakiś morał? Jakoś kiepska jestem ostatnio w wyciąganiu wniosków i dawaniu jedynie słusznych rad co do wychowywania dzieci. Może dlatego, ze sama się na krętych drogach macierzyństwa często gubię. Chyba jedyne, co da się powiedzieć, to że generalnie lepiej nie przesadzać w żadną stronę. Wpajanie dzieciom szacunku dla otrzymanych rzeczy ważna rzecz. Uczenie ich, że nie ubrania i wygląd są najważniejsze, druga. Moim zdaniem, można jednak czasem im odrobinę popuścić i spełniać jakiś kaprys lub zachciankę. Tak samo, jak czasem spełniamy swoje zresztą. Przesada w jakąkolwiek stronę jest fanatyzmem. A od fanatyzmu uchowaj nas Boże, bo to niebezpieczna rzecz! 😉

12 myśli na temat “Idzie nowe, co ze starym?

  1. Nie znam sprawy tej matki i dziecka z piórnikiem, ale z drugiej strony – nie zależało Małej na tym piórniku, a kto inny przynajmniej mógł z niego skorzystać i na pewno docenił. Ale zgadzam się z tym, że nie powinna tego dokumentować w taki sposób i publikować w sieci. To są sprawy bardzo delikatne i prywatne. Niech pomyśli o tym, że później ta historia mogła trafić do jej rówieśników, kolegów z klasy itd, którzy mieli by powód do wyśmiewania się z całej sytuacji. Takie sprawy wydaje mi się, że powinno załatwiać się w domu…

    Polubienie

  2. Pomimo moich najszczerszych starań, tłumaczenia i ogniskowania gdzieś pośrodku, między ekstremami, jedno z moich dzieci wciąż jest niezadowolone, że nie otrzymuje tego, co by chciało, w takim wymiarze, jakby chciało. Zastanawiam się wielokrotnie, czy kiedyś z tego wyrośnie, czy po prostu ten typ tak już ma.

    Polubienie

  3. Znalezienie złotego środka w codziennych decyzjach to już ciężka sprawa, a co dopiero przy wychowywaniu dzieci. Z jednej strony rozumiem tę matkę, która tak potraktowała córkę, z drugiej cóż… To też efekt wychowania, więc matka poniekąd sama sobie winna, że tak dziecko wychowała.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Masz rację – najtrudniej dać radę w sprawie wychowania dziecka – zwłaszcza swojego. Nie wiem jak się zachowac w takiej sytuacji – teraz jest łatwiej życć ale też wiele rzeczy jest o wiele trudniejszych niż „za naszych czasów”

    Polubione przez 1 osoba

  5. U nas sytuacja jest odwrotna. Chciałam, żeby Zet w tym roku dostał nowy plecak, ten jest już zużyty, delikatnie mówiąc. Zet odmówił. Oświadczył, ze swojego plecaka będzie używał, póki uszy mu nie odpadną. Ekologia weszła w niego głęboko.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.