„Zielonym latawcem” przez świat

sky-1441936_1920

Jak zapewne wiecie, jestem mocno zainteresowana tematyką książek dla dzieci.  Moja trójka, kiedy tylko nie rozrabia, czyta prawie non stop. Córka pochłania już sama książki, za to chłopcom trzeba czytać. I czytać.  I potem znowu trochę czytać dla odmiany. To, co chcą. Po pięćdziesiąt razy dziennie to samo, jeśli wpadnie im w ucho.

Nic dziwnego zatem, że bardzo lubią dobierać im takie lektury, które mogłabym sama zgłębiać z przyjemnością (jestem pełna miłości dla Kici Koci i Pucia, ale rozumiecie, po kilkunastu powtórzeniach „Mama gotuje zupę: BUL BUL” mózg się w czaszce również gotuje i wypływa uszami).

Gdy tylko usłyszałam, że jedna z moich ulubionych recenzentek książkowych, Julita Pasikowska-Klica (znana także jako Bajkochłonka) napisała i wydała własną książkę, wiedziałam, że będzie to coś specjalnego. Z zapowiedzi  wiedziałam, że to książka o przyjaźni ponad granicami i podziałami, ukazująca różne kraje i ilustrowana przez czterdziestu różnych artystów z całego świata. Brzmi ciekawie? Mnie ten pomysł zainteresował na pewno. Nie mogłam się doczekać, kiedy dostanę tę pozycję w swoje ręce.

Kiedy przyszła, pierwszą rzeczą, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, był rozmiar książki. Jest dłuższa niż przeciętnie, w twardej oprawie. Dzięki temu na kartkach znajduje się naprawdę dużo miejsca na przepięknie ilustracje i można zachwycać się wszystkimi niesamowitymi szczegółami.  Prawie każdy obrazek jest w innym stylu, jako  że pracowali nad nimi ilustratorzy z różnych krajów. Pełną listę artystów można znaleźć na końcu książki. Za przewodnie ilustracje odpowiedzialna jest Aleksandra Szwajda.

Zaczęliśmy czytać. Historia podróży Zielonego Latawca, który przemierza rozmaite kraje na sześciu kontynentach i odkrywa, czym jest przyjaźń, szybko wciągnęła całą naszą rodzinę. Zarówno trzylatek, jak i sześciolatek słuchali jak zaczarowani. Ogromnym plusem książki jest to, że do każdego fragmentu opowieści dołączone są pytania skierowane do dzieci, na przykład: „czy pomaganie jest łatwe?”, „czy wiesz, co to znaczy: powierzyć komuś swoją tajemnicę? Znasz kogoś, komu mógłbyś opowiedzieć o wszystkim?”, „wyobraź sobie, ż organizujesz najbardziej szaloną wycieczkę dla swoich przyjaciół – dokąd ich zabierasz?”. To sprawia, że opowieść staje się świetnym pretekstem do poważniejszych rozmów o uczuciach i emocjach, relacjach, postrzeganiu świata. Na niektórych stronach, zamiast pytań, znajdują się kreatywne zadania do wykonania – aby ułożyć rymowankę, która zawsze będzie poprawiała nastrój, odnaleźć zdjęcia Stonehenge w Internecie lub narysować siebie i swojego przyjaciela, używając kredek we wszystkich posiadanych kolorach. To wszystko sprawia, że nie jest to lektura, którą czyta się szybko i rzuca w kąt. To książka, do której się wraca i którą się przeżywa na wielu poziomach.

W dodatku na każdej stronie znajduje się ciekawostka dotycząca kraju, gdzie dzieje się dany fragment opowieści.  Wyróżniona jest symbolem żarówki i można tam znaleźć informacje zaskakujące nawet dorosłego! No, może nie każdego, ale ja akurat zawsze byłam kiepska z geografii i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy.  Na przykład, że Stambuł to jedyne miasto na świecie, które znajduje się zarazem na dwóch różnych kontynentach, gdzie odbywa się Festiwal Bułeczek czy  jakie państwo ma aż trzy oficjalne stolice.

Podsumowując, jest to piękna, wartościowa książka, którą warto czytać razem z dziećmi. Nie tylko po to, aby dostarczać im w sposób łatwy i przyjemny geografii i spędzać miło czas przy pięknej, napisanej poetyckim językiem historii. Także po to, aby dowiedzieć się czegoś więcej o sobie nawzajem i o ważnych dla nas wartościach.

„Zielony Latawiec” można kupić na stronie Wydawnictwa Sto Stron. I na koniec mam dla Was cudowną niespodziankę: wpisując kod „madkaroku” otrzymacie 10% rabatu! 🙂

11 myśli na temat “„Zielonym latawcem” przez świat

  1. Fantastycznie! Z chęcią skorzystam z rabaciku, bo nie dość, że centuś jestem, to jeszcze niepoprawna bookoholiczka i no muszę, muszę taką fajną książkę dla dzieci kupić!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bo ja wiem? Chyba się im czyta, czyta i jeszcze raz czyta 🙂 U nas dzieci są otoczone książkami. Siłą rzeczy w końcu po nie sięgają.
      U mnie zadziałało jeszcze coś takiego, ale to już byłam starsza. Moja mama pokazywała mi pewne książki i mówiła, żebym jeszcze ich nie brała do czytania, bo jestem na nie za mała. Jak ja je pochłaniałam po cichu 😉

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.