Ta niemodna uczciwość

Od rana borykam się że strasznym poczuciem, że zrobiłam ogromną krzywdę moim dzieciom. Odebrałam im szansę na sukces i szczęście, a generalnie to skrzywiłam na całe życie. Przykre uczucie. A wszystko przez to, że z racji mojej pisaniny odwiedzam ostatnio sporo blogów. I przypadkiem trafiłam na wpis młodego nauczyciela na temat ściągania. Było dla mnie sporym zaskoczeniem, że artykuł takowy spłodził nie sfrustrowany uczeń, a osoba z drugiej strony barykady. W skrócie, autor pochwala i serdecznie zaprasza do ściągania, twierdząc, że system edukacji jest przestarzały (z czym się w sumie zgadzam) więc należy walczyć z tym oszukując jak tylko się da, byleby sobie zaoszczędzić wysiłku.

choice-2692466_1920

Tu już mnie trochę szarpnęło, bo, choć może to strasznie staroświeckie i niemodne podejście, to ściąganie uważam po prostu za brzydkie oszustwo. W większy szok wprawiły mnie jednak takowe słowa: (cytat za Czemu warto ściągać)

” Czemu warto ściągać? Gdyż dbasz o kombinatorstwo i umiejętność radzenia sobie w sytuacjach stresowych.
A na dodatek pokazujesz, że potrafisz obejść popieprzone reguły tak, by nikt się nie przysrał. Powiedzonko, iż „zasady są po to, by je łamać” jest idealnym podsumowaniem tego punktu. I tak faktycznie jest. Cały świat tak został skonstruowany. Większość gra według zasad, a parę najlepszych graczy rucha wszystkimi jak pionkami.
– Nie umiesz ściągać? Ucz się na wszystko, nie miej czasu na życie i dostań deprechy.
– Nie wiesz jak ominąć niektóre podatki? Tyraj jak wół i miej z tego mniej niż na etacie, no i dostań deprechy.
– Nie wymusisz pierwszeństwa na niektórych skrzyżowaniach? Siedź i czekaj 1,5h, aż wszyscy przejadą i marnuj swój czas, a w międzyczasie dostań deprechy.”

Jedyna radość, że pan Mateusz uczy zdaje się języków obcych, a nie polskiego. Poza tym to tak jakoś smutno mi się zrobiło. Więc to stąd biorą się moje jesienne doły… Płacę grzecznie podatki, nie oszukuję i nie wymuszam pierwszeństwa na drodze. Mało tego, kilka razy oddałam ekspedientce resztę, gdy się pomyliła, przepuściłam w kolejce osoby z małą ilością produktów w koszyku i zawsze zwracam pożyczone pieniądze. Loser po prostu. W dodatku wpajam takie same zasady dzieciom. I jak one sobie poradzą w świecie?

Tak naprawdę czasem zastanawiam się, czy takie pojęcia jak uczciwość i przyzwoitości maja jeszcze jakieś znaczenie. Kiedyś, gdy ktoś kogoś oszukał, załatwił coś kantem, pokombinował na swoją korzyść, to nie mówił o tym głośno, trochę jakby się wstydził. W dzisiejszych czasach wstydzić należy się tego, że nie jest się cwaniakiem.

Przeraża mnie to…Wolałabym spotkać się na drodze z kierowcą, który swoje prawo jazdy zdał, chociażby za czwartym czy szóstym razem, niż takim, co kupił je sobie na bazarze. Wolałabym iść do lekarza, który podczas studiów solidnie zakuwał, niż do takiego, co sprawdza wszystkie objawy choroby i rodzaje leków w Internecie. Lecąc samolotem, mam nadzieję, że inżynier wiedział, co robi, a nie ukradł plany koledze. Na zaufaniu do innych opiera się cały społeczny system. Wierzymy (bo chyba nie tylko ja?) że inni mają odpowiednią wiedzę, że solidnie wypełniają swoje obowiązki, że nie chcą z założenia nas skrzywdzić. I robimy co w naszej mocy, by się ze swojej strony odpowiedzialnie odwzajemnić. Ściąganie jest w moich oczach złe również o tyle, ze przesuwa granice. Skoro przymykamy oczy na drobne oszustwo na kartkówce, łatwiej potem zaakceptować większe przekręty.

Muszę się przyznać, żeby nie było, sama nie jestem święta. Kiedy byłam młoda i głupia, też o różnych sprawach myślałam inaczej. Nie chciało mi się tracić czasu na uczenie się chemii i fizyki, których okropnie nie lubiłam. I fakt,  do wszelkich sprawdzianów pochodziłam średnio przygotowana, licząc na szczęście, i z jakimiś ściągami poukrywanymi w długopisach, kieszeniach i staniku. Bałam się co prawda ich używać, więc zwykle z nich nie korzystałam i dostawałam dwóje. Ale wiecie co? W sumie teraz żałuję, że po prostu się tego nie pouczyłam, choćby podstaw. Brakuje mi czasem jakiejś prostej wiedzy. Żałuję, że trochę bardziej się nie przyłożyłam. Ze mój nauczyciel tak szybko machnął na mnie ręką i mi odpuścił. Teraz, kiedy czasem robię jakieś eksperymenty z dziećmi lub czytam ciekawostki z tych dziedzin, wydaje mi się to naprawdę ciekawe.

Może problem tkwi też trochę w podejściu rodziców? Ich oczekiwań co do  dzieci, że będą przynosić do domu jedynie piątki i szóstki? Wiadomo, nie da się być najlepszym we wszystkim. Mam taki plan, nie wiem jak mi wyjdzie (może teraz jestem taka mądra, bo moje najstarsze dziecko dopiero w zerówce) żeby pozwolić moim dzieciom skoncentrować się na tych przedmiotach, które naprawdę je interesują, a z reszty niech mają tróje. Ale niech to będą uczciwe tróje, wypracowane przez nich samych, a nie piątki zdobyte oszustwem.

Ale oczywiście, czasem zastanawiam się, czy wpajając moim dzieciom szacunek do zasad, nie robię im krzywdy? Nie skazuję na bycie z góry na straconej pozycji? Z tyłu za młodymi wilczkami, którym wszystko jedno, jakim sposobem osiągną swój cel, byleby go osiągnąć? Nie wiem… Może kiedyś przyjdą z pretensjami, czemu nie nauczyłam ich lepiej, pokrętnymi metodami radzić sobie w życiu…

Tego nie wiem i długo nie będę wiedziała. Ale jedno jest dla mnie pewne: warto żyć tak, aby móc sobie samemu spojrzeć w lustrze w twarz i nie musieć ze wstydu spuszczać oczu.

36 myśli na temat “Ta niemodna uczciwość

    1. No właśnie nie wiem czy każdy. Znam osoby, co nie. Inaczej teraz jakoś na to patrzę. Z klasówkami jeszcze nie mam problemów, ale obserwuję konkursy na prace z darów jesieni z przedszkolach. Na bank 99% prac jest robionych przez rodziców i każdy o tym wie. I jak wśród tych wypasionych dzieł trafi się jakiś wymęczony konik z kasztana, taki dziecinny, to nie ma szans. Czy to też nie jest takie trochę niezbyt fajne? Co do nauki w szkole to wolałabym, by zapanowało ogólne, społeczne przyzwolenie na to, że nie wszyscy muszą być dobrzy z wszystkich przedmiotów, że jak ktoś nie ma talentu, to uczy się na tyle, by zaliczyć, ale jednak samodzielnie. Bo jakby nie było, jest to jednak oszukiwanie. I dawanie na samym starcie dzieciom przekazu, że bez oszustwa trudniej.

      Polubienie

      1. Też tak to widzę. Wolę nic nie mówić na złe oceny, jak widzę pracę samodzielną, niż robić coś za dziecko albo nakłaniać (a są tacy rodzice!) do ściągania czy pochwalać takie postawy. To tak samo jak kradzież czyjegoś tekstu w internecie czy nawet oszustwo podatkowe!

        Polubione przez 1 osoba

      2. Popieram w całości twoją wypowiedź. U nas w przedszkolu … prace dzieci podpisywane są z tyłu.
        Po to aby rodzicie nie porównywali 🙂 Straszne, że rodzicie robią taką konkurencją pomiędzy sobą ale panie przedszkolanki mówią, że nei było dnia aby rodzice nie porównywali a tak dzieła są anonimowe i najwyżej twoje własne dziecko może ci zdradzić, która prace jest jego.

        Polubione przez 1 osoba

    2. Dokładnie miałam tak samo. Choć przyznam
      Ze teraz w sumie chciałabym się dowiedzieć sporo rzeczy które ominelam szerokim łukiem w szkole j czekam aż będę się ich uczyć razem. Z dziećmi 🙂

      Polubienie

  1. Przyznam, że akurat w przypadku ściągania sama zachęcałam syna, aby ściągi przygotowywał, ale takie porządne, obejmujące cały zakres materiału. Po ich przygotowaniu sam twierdził, że już opanował podstawy i dalej da już radę bez nich. Ale to był jeden z wielu sposobów zachęcających go do nauki.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Też mam takie podejście, zobaczymy co z tego wyjdzie. Nie wyobrażam sobie cisnąć córki na wszystkie przedmioty. Nie musi umieć wszystkiego. System nauczania w Polsce jest szalenie idiotyczny. Będę najbardziej nielubiana matka w szkole, tak coś czuję..
    Wracając do ściągania. Niech na dwojach i trojach jedzie, ale bez ściągania. Chociaż uczciwie zapracuje na te dopuszczające.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Cieszę się, że jesteś idealistką i osobą nad wyraz uczciwą. Ja niestety ściągałam i wcale się tego nie wstydzę. Zasady zasadami ale niektóre teorie do wykucia są po prostu niepotrzebne i niestety ale zgodzę się z tym nauczycielem… W myśl zasady „nie pamięta wół jak cielęciem był” nie zamierzam też kłamać mojego dziecka, że tego nie robiłam. I oczywiście chciałabym żeby zaliczał wszystko bez takich pomocy ale jeżeli nie ogarnie to ja będę go w tym niestety wspierać. Pozdrawiam, fajne teksty, luuubię Cię :*

    Polubione przez 1 osoba

  4. No cóż ja też mam tą staroświeckość we krwi. I choć zdarzyło mi się zastanowić czy to najlepsze z rozwiązań to jednak córce takie zasady przekazywałam. Nie wydaje mi się żeby narzekała a wręcz przeciwnie, dokłada wiele swoich jeszcze bardziej restrykcyjnych. Cwaniactwo to może potrzebna dzisiaj cecha, ale zdecydowanie nie jedyna i nie najważniejsza 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. Całkowicie Cię rozumiem. tamten tekst czytało się miło i fajnie. Ale miałam podobne uczucie do Ciebie… poczułam się troszkę jak kretynka, bo zawsze chciałabym być dobrze przygotowana. Przyznaję, ze zdarzało mi się ściągać, ale nie nauczyło mnie to kombinatorstwa w życiu. Myślę, że tamten artykuł należy brać z humorem i raczej wszyscy wiemy, że nie dożyje on spełnienia w świecie rzeczywistym…

    Polubione przez 1 osoba

  6. W sumie zaskoczyło mnie takie podejście do sprawy, choć muszę przyznać, że chyba pod koniec mojej edukacji sam zacząłem nabierać podobnego przeświadczenia. Nie zgadzam się pewnie ze wszystkimi uwagami, ale z pewnością jest to temat godny szerszego rozwinięcia. Dzięki za to 😉

    Polubione przez 1 osoba

  7. A ja nie mam nic przeciwko sciąganiu brat ściagał tylko to co go nie interesowalo by się na uczyć tu nie sciąganie jest problemem a forma podania materialu jego jakość i ilość.

    Polubienie

  8. A nie był to może jakiś nauczyciel, który w życiu miał również coś więcej do czynienia z psychologią?

    Hmmm będąc jeszcze dzieckiem, nienawidziłam jak ktoś ściągał. Było to dla mnie tak okrutne i niesprawiedliwe, że ja tyle się musiałam uczyć, a ktoś bezczelnie patrzy komuś w kartkę i ma taką samą bądź jeszcze lepszą ode mnie ocenę : //

    Polubione przez 1 osoba

  9. Poruszyłaś kilka tematów nie związanych ze sobą.
    Jeżeli chodzi o ściągnie , to jednak uważam ,że uczymy się dla siebie a nie dla innych , więc warto się uczyć różnymi metodami…

    Polubienie

    1. Moim zdaniem są one ze sobą związane. Jeśli nauczymy dziecko na samym początku szkolnej drogi, że zasady są dla frajerów, że nie warto ich przestrzegać, że fajny i mądry to jest ten, kto potrafi oszukać i nie zostać na tym złapanym, to czego możemy się spodziewać w przyszłości? Jakiego dorosłego wychowamy?

      Polubienie

  10. Napiszę tak – byłam szkolną prymuską i może ze dwa razy zdarzyło mi się coś faktycznie ściągnąć. Ale ściągi prawie zawsze przygotowywałam – bo był to dla mnie sposób na utrwalanie materiału.

    Rozumiem w pewnym sensie Twoje oburzenie, a z drugiej strony ten nauczyciel ma trochę racji. W polskiej szkole uczy się całego mnóstwa niepotrzebnych pierdół i regułek, które w życiu do niczego się potem nie przydają. Gdyby było ciekawiej, bardziej twórczo i angażująco – to większość uczniów miałaby po prostu pęd ku wiedzy i pewnie nie byłoby potrzeby ściągania.

    Polubienie

  11. Zgadzam się, że uczciwość to cnota, którą powinniśmy zaszczepiać w naszych dzieciach. Ale też nie ma chyba co ich okłamywać, że to cecha, która zawsze i wszędzie przynosi korzyści i jest gratyfikowana.
    Zgadzam się również z Naszebabelkowo, że nasze szkolnictwo przeładowane jest wiedzą zbędną, a to co mogłoby dzieci autentycznie zaciekawić podawane jest często w skrajnie nieatrakcyjnej i niezrozumiałej formie. Taka fizyka, chemia, biologia. Jakie to fascynujące przedmioty mogłyby być, gdyby ich nauczanie skoncentrowane było bardziej na eksperymentach, doświadczeniach, czy odwołaniu się do natury. A jednak tak często są to trudne i znienawidzone przez uczniów przedmioty. Jak sama zauważasz, Katarzyno, teraz uważasz chemię i fizykę za bardzo ciekawe – ale TERAZ widzisz i rozumiesz więcej, generalnie masz szerszą wiedzę. Szkoda, że wiedza szkolna często koncentruje się na definicjach, regułkach, prawach, nie pokazując odniesienia do faktycznych zjawisk.
    Przyznam Ci się, że od szkoły średniej (w podstawówce chyba nie) zaczęłam ściągać – rzeczy, które mnie nie interesowały, bądź uznałam za zbędne wkuwanie ich. Chodziłam do technikum hodowli koni i totalnie nie rozumiałam dlaczego mam się uczyć np o uprawie ziemniaków, albo budowy kombajnu – więc się tego nie uczyłam.
    I niby zgadzam się, że ściąganie jest nieuczciwe, ale zadajmy sobie pytanie, czy uczciwym jest wymaganie od ucznia, by wykuwał rzeczy, które zupełnie go nie interesują? Czy nie lepiej, żeby poświęcił ten czas na rozwijanie swoich pasji, na sport/aktywność fizyczną, bądź zwyczajne socjalizowanie się na podwórku?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tylko czy to sprawiedliwe, jeśli ktoś nie poświęci czasu na naukę w ogóle, ściągnie i dostanie lepszą ocenę niż ten, co się starał? Co w takim wypadku jest nagradzane i oceniane? Umiejętność „ustawienia się”w życiu? Kombinatorstwo? Ja mam trochę alergię na tego typu rzeczy. Pewnie inaczej bym podchodziła, gdyby to było ściąganie na zasadzie „oby tylko zaliczyć”. Ale często właśnie takie osoby, dzięki oszustwom, dostają ogólnie lepsze oceny. Co przekłada się potem na większe szanse dostania się do wymarzonej szkoły itp. Czy to sprawiedliwe? Jasne, że system szkolny leży i kwiczy. Program jest przeładowany. Ja jeszcze bardzo dużo nie wiem na ten temat, bo jesteśmy w pierwszej klasie z córką, może za kilka lat będę pisała bardziej fachowe posty piętnujące system oświaty. Na razie bardziej znam się na przedszkolu. No i wyobraźmy sobie taką sytuację – konkurs Dary jesieni. Dziecko stara się jak może, z wysuniętym językiem i w pełnym skupieniu robi jakiegoś pochlapanego klejem ludzika z kasztanów. I jest absolutnie najbrzydsza praca na wystawie! Wszystkie inne to po prostu cudeńka, jakieś ogrody stworzone z liści, kasztanów i żołędzi, budowle z orzechów z bajecznymi wieżami z kunsztownie ułożonych patyków, istne skarby. Oczywiście te cuda zdobywają pierwsze miejsca. Dziecko patrzy i myśli: to moja praca jest taka słaba? Nie zdaje sobie sprawy, ze do tych piękności jego rówieśnicy się pewnie nawet nie dotknęli. Rodzi się frustracja i rozczarowanie swoimi umiejętnościami. Podobnie pewnie czuje się ktoś, kto uczy się pilnie a dostaje tróję, podczas gdy jego koledzy otrzymują bez problemów piątki. I jeszcze mają na wszystko czas! No zdolniejsi, fajniejsi, a mnie tak słabo idzie… coś ze mną nie tak.

      Polubienie

      1. Poruszyłaś w swoim komentarzu kilka bardzo ważnych kwestii. Wymagałyby one w sumie naprawdę dużo głębszego zastanowienia (w sensie posta jakiegoś opasłego ;)), ale pojadę króciutko:
        konkursy w przedszkolu – to co opisałaś to jakaś paranoja. Jeszcze się z tym nie spotkałam, bo przedszkole dopiero zaczęliśmy, ale mam nadzieję, że nie będzie mi to dane. Przede wszystkim to przedszkole powinno zadbać o to, by w ogóle nie wartościować prac dzieci i nie przyznawać miejsc. Najlepiej, gdyby tego typu prace dzieci robiły w przedszkolu, „własnemi ręcami”, a najlepiej wspólnie z innymi, uczyłyby się pracy zespołowej itd. Bo tak to… słabo strasznie i smutno z uwagi na te biedne dzieci, które robiły coś same.
        Oczywiście to NIE JEST sprawiedliwe. Najsprawiedliwiej chyba byłoby gdybyśmy mieli system nauki zbliżony do Stanów – gdzie uczniowie sami wybierają przedmioty, których chcą się uczyć i poziom ich zaawansowania. Wtedy ściąganie automatycznie jest bez sensu – no bo sama wybrałaś taki a nie inny przedmiot chyba dlatego, że Cię interesował, prawda? To po co ściągać? Podobnie ze studiami. Ale zauważ jak często w Polsce na uczelniach wciska się na siłę jakieś przedmioty chyba tylko po to, by jakiś profesor miał miejsce zatrudnienia? Trzeba by zmienić cały system edukacji.
        I tu zazębia się kolejny punkt – tak, jak wspomniałaś, oceny z poszczególnych przedmiotów liczą się do średniej, średnia jest brana pod uwagę gdy idzie się do dalszych szkół. I tu jest błąd! Oceny w szkole powinny być raczej miernikiem dla samych uczniów, by wiedzieli jak ich poziom wiedzy plasuje się w jakimś ogólnym zakresie. A do dalszych szkół powinny być organizowane przez nie egzaminy wstępne. Tak było za „moich czasów” i uważam, że było to dobre rozwiązanie. Tym samym ściągało się raczej by „zaliczyć” nielubiany przedmiot i mieć święty spokój, a nie by sobie podbić średnią i utorować drogę do lepszego liceum/na studia.
        A na koniec – nie wiem jak bardzo się to uda w obecnym systemie edukacji, ale uważam, że lepiej jest dzieci uczyć, że uczą się dla siebie samych, a nie dla ocen. Co z tego, że będą mieć same piątki na świadectwie, jak nie będą owej wiedzy posiadać i/lub z niej korzystać? Bo przecież po to się uczymy, by coś WIEDZIEĆ, a nie, by dostać piątkę.

        No i masz ci los, miało być krótko…
        Na koniec jeszcze dodam, że my mamy jeszcze trochę czasu, zanim chłopaki pójdą do szkoły i sama jestem bardzo ciekawa, jak to wówczas będzie wyglądało i jak bardzo zmienią się moje poglądy 😉
        Wiem jedno – absolutnie nie chciałabym, żeby cały swój wolny czas po szkole spędzali na odrabianiu zadań domowych i wkuwaniu do klasówek…

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.