Wyznania Bestii cz. 2 – i żyli długo…?

piano-571968_1920

Mijały dni. Moja rana z wolna się goiła. Za to Bella jakby straciła entuzjazm do śpiewów i karmienia ptaszków, zamiast tego smętnie i znacząco wzdychała po kątach.

– Powinieneś, panie, zapytać co jej jest – powiedział z naciskiem majordomus.

– Bello, co Ci jest? – zapytałem.

– Ach, myślałam, że nigdy nie spytasz – wybuchnęła płaczem – tak tęsknię za moim tatuśkiem!

– Aa… No, to myślę, że możemy temu zaradzić – odparłem dziarsko – weź sobie konia ze stajni i jedź do niego. Zwalniam cię z Twojej obietnicy – dodałem wspaniałomyślnie.

Bella patrzyła na mnie z otwartymi ustami.

– Oczywiście, będę za Tobą bardzo tęsknić, i w ogóle – dodałem pospiesznie – ale jestem gotów na to poświęcenie dla Twojego szczęścia. Czułbym się fatalnie, oddzielając Cię od ukochanego ojca.

Bella nadal na mnie patrzyła uważnie. Wyglądała niemal tak, jakby w jej głowie obracały się małe trybiki.

– Ja też za Tobą będę tęskniła, panie – powiedziała – dlatego też błagam Cię, daj mi na pożegnanie to zaczarowane lusterko, abym mogła w nim oglądać Twoją twarz.

– Co? A dobra, dobra, nie ma sprawy – odkąd do zamku doprowadzili Wi-Fi, przestałem kompletnie korzystać z tego magicznego badziewia – bierz i jedź, moja piękna!

Pani Czajnik i majordomus Trybik byli niepocieszeni, ale ja napawałem się ciszą i w spokoju zabrałem się do robienia porządku w bibliotece. Właśnie ustawiałem książki Pratchetta w porządku alfabetycznym, stwierdzając że zgrozą, że Bella wypaćkała połowę stron „Koloru magii” czekoladkami, gdy pod oknami usłyszałem wrzawę.

– No co tym razem? – westchnąłem poirytowany i wyjrzałem. Pod bramą zamku kłębił się wściekły tłum z widłami i pochodniami

– Mogłem się tego spodziewać – jęknąłem i wyszedłem na balkon, aby się wytłumaczyć.

– Słuchajcie, to było niechcący z tymi wilkami! I przynajmniej to nie dziki – zacząłem, ale jakiś czarnowłosy młodziak z wielkim łukiem wrzasnął: Do ataku!

W moją stronę poszybowały kamienie. Postanowiłem się strategicznie wycofać do środka. Rozpoczęła się zacięta bitwa. Wierzyłem głęboko w siłę furii zirytowanych sprzętów domowych, więc postanowiłem im po prostu nie przeszkadzać. Rzeczywiście, sądząc po odgłosach z dołu, radzili sobie całkiem nieźle z napastnikami. Właśnie wróciłem do porządkowania książek na półkach, kiedy drzwi biblioteki otworzyły się z trzaskiem i do środka wpadł młodzieniec z łukiem.

– Giń, bestio! Zasługujesz na śmierć za zhańbienie najpiękniejszej i najbardziej niewinnej panny w okolicy!

– Że co? – nie zrozumiałem na początku – tylko nie w tą półkę, to białe kruki – ryknąłem i rzuciłem się do ataku, bo krzywo wypuszczona strzała poleciała prosto w pierwszą edycję „Gry o tron”.

Zaczęliśmy się przepychać. Udało mi się temu wariatowi wyjąć łuk, ale wyciągnął zza pazuchy nóż. Tego było już za dużo, więc posłałem go jednym celnym sierpowym na ziemię. Niestety dosłownie na ziemię, kilkadziesiąt metrów w dół, bo wyleciał przez okno biblioteki.

– Cały witraż do wymiany – i to w moje urodziny! – jęknąłem.

W drzwiach stanęła Bella.

– Ukochany, całuj mnie szybko, ostatni płatek róży opada! – wykrzyknęła dramatycznie – ja cię odczaruję!

– Całuj ją, głupcze! – krzyknęła pani Czajnik.

– Gorzko, gorzko! – zaintonowały wszystkie sprzęty, które wyczołgały się we względnie dobrym stanie z potyczki na dole. Nigdy nie umiałem radzić sobie z presją społeczną. Chwyciłem Bellę w objęcia i wycisnąłem całusa na jej różanych usteczkach..

No i oto jestem. Czekając na dole schodów na moją pannę młoda. Prezentuje się naprawdę ładnie, muszę to przyznać. Moja służba też wygląda całkiem nieźle w formie ludzkiej. Za to ja, niestety… Cóż, powiedzmy tylko, że coś się to odczarowanie nie udało w moim przypadku. Pozostałem nadal brzydki jak noc.

Moja narzeczona zapewniała co prawda, że nic jej to nie przeszkadza. „Przynajmniej nie będę się musiała martwić o Twoją wierność” – powiedziała ze złośliwym chichotem. Cóż, wolałem to uznać za nieszkodliwy żart narzeczeński.

Wesele było huczne. Jej ojciec upił się jak zwykle i zwymiotował na dekolt krawcowej, która uwolniła się już z formy szafy. Biedaczka nie miała do mojego teścia szczęścia.

Nurtowało mnie tylko jedno pytanie i postanowiłem zadać je mojej świeżo poślubionej żonie, kiedy wieczorem układaliśmy się do snu.

– Bello, skąd właściwie ci wieśniacy wiedzieli, że tu jestem? I co ten młody… jak mu tam było? Gaston? Bredził o pohańbieniu jakiejś niewinnej dziewicy?

Na twarz mojej pięknej wypełzł całkiem nieładny uśmiech.

– Więc jednak nie jesteś taki głupi, na jakiego wyglądasz… – syknęła – oczywiście, pokazałam mu Ciebie w magicznym lusterku. Łatwo uwierzył, że taki potwór jak Ty trzymał mnie tu siłą. Biedny wioskowy głupek, był taki we mnie zakochany… Ale ja zawsze miałam większe ambicje niż zostać jakąś tam bidną żonką myśliwego, wychowywać bandę bachorów i klepać z nimi biedę w chacie pośród lasów!

Zrobiło mi się zimno.

– Więc zaplanowałaś to wszystko od samego początku – powiedziałem cicho.

Bella zaśmiała się perliście.

– Oczywiście! Pan zamku to pan zamku, nawet jeśli jest niezbyt urodziny. Ale zdawałeś się być tak niezainteresowany moimi wdziękami… Doszłam do wniosku, że lepiej będzie, jak wieśniacy cię zabiją. Przynajmniej mogłabym ubiegać się o część spadku w ramach odszkodowania za straty moralne. Ba, może nawet zamieszkałabym w zamku z moim Gastonikiem. Cóż, biedny głupiec okazał się gorszym strzelcem, niż przechwalał się w gospodzie. Ale w sumie, i tak wyszło na moje, czyż nie? – Bella zdjęła z głowy śnieżnobiały welon i rzuciła mi zwycięski uśmiech.

– I Ty tak mi to na spokojnie mówisz? – czułem narastający gniew.

– Och, głuptaku, a cóż Ty mi możesz zrobić? – Bella wyglądała na naprawdę zadowoloną z siebie – nadal jesteś tylko Bestią. A ja Piękną. Komu uwierzą, jeśli pójdziemy i opowiemy im swoje wersje? Może nawet napiszą o nas bajkę… Czyż to w końcu nie jest romantyczna historia?

Jak wspominałem, nigdy nie miałem szczęścia do kobiet. I może nie jestem geniuszem intelektu, ale wiem, kiedy przegrywam. Uśmiechnąłem się do mojej prześlicznej żony i grzecznie wycofałem się do swojej biblioteki.

Ostatecznie, do wszystkiego można się przyzwyczaić. Niektórzy chcieliby żyć jak w bajce. Podejrzewam, że za ileś tam lat uznają mnie za szczęściarza. Mam zamek i piękną żonę. I młodego, przystojnego ogrodnika, który coraz częściej ćwiczy w ogrodzie strzelanie z łuku, ku radości kibicującej mu stale Belli.

Ale o tym, co pewnie zdarzy się dalej, raczej nikt nie napisze bajki.

42 myśli na temat “Wyznania Bestii cz. 2 – i żyli długo…?

    1. Możesz sobie wyobrazic, że Bestia celnym rzutem zbiorowego wydania Pratchetta roztrzaskal głowę ogrodnikowi, uciekł przed Bellą do lasu i zamieszkał w chatce po Gastonie z jakąś miłą bibliotekarką. Lepiej? 🙂

      Polubienie

  1. W zasadzie tak powinny brzmieć bajki. Później przynajmniej nie przeżywalibyśmy szoku wchodząc w dorosłe życie 😉 A druga część trzyma poziom, więc uważam, że całość jest udana. Akurat na chwilę relaksu w trakcie przerwy w pracy.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s