Krótka historia o nietolerancji

bus-731317_1280

Opowiem Wam dziś historię o nietolerancji.

To działo się kilka lat temu. Pewnego ranka, niewyspana jak zawsze i niezbyt szczęśliwa, jechałam  autobusem do pracy. Nie było dzikiego tłoku, ale wszystkie miejsca oprócz jednego były zajęte. Przycupnęłam sobie na nim i pogrążyłam się w porannym letargu, kontemplując widoki za oknem, oparcie fotela przede mną i brudnoszarą podłogę autobusu. Z takiej drzemki z otwartymi oczami wyrwała mnie znienacka para stojąca obok mojego siedzenia. Chłopak i dziewczyna. Młodzi i wyraźnie zakochani. Co postanowili sobie i światu pokazać akurat tego poranka i akurat tuż nad moją głową.

Wytrzymałam odgłosy mlaskania i siorpania (bądźmy szczerzy, namiętne pocałunki wyglądają i brzmią lepiej na ekranie kina lub telewizora niż w komunikacji miejskiej). Wytrzymałam czułe szepty, co oni by chcieli sobie robić,  i jak, i gdzie, choć niekoniecznie była to wiedza szczególnie mi potrzebna  do szczęścia. Kiedy jednak ręka młodego człowieka zawędrowała w powszechnie uważane za intymne rejony ciała partnerki , nie wytrzymałam. Głośno powiedziałam, co sądzę o takim zachowaniu w miejscu publicznym. Następnie poprosiłam, w miarę nawet uprzejmy sposób, żeby raczyli się kontrolować i przenieśli swoje życie erotyczne w bardziej kameralne miejsce.

I wiecie co? Posłuchali. Dziewczyna co prawda mamrotała coś o głupich zazdrośnicach i nietolerancji dla prawdziwej miłości, ale przeszli na koniec autobusu. Tam stanowili problem innych pasażerów, a nie mój, więc odpuściłam.

Ostatnio przypomniałam sobie to zdarzenie pod wpływem dyskusji społecznej i słów osób uważanych za oficjalnych przedstawicieli mojego kraju.  Nagle zaczęłam się zastanawiać, czy gdyby obecnie para  jednopłciowa okazywałaby sobie swoje uczucia w taki sposób, w mojej bezpośredniej bliskości, w miejscu publicznym, to czy odważyłabym się zwrócić im uwagę i okazać swoją dezaprobatę? Doszłam do wniosku, że nie. Zacisnęłabym zęby i milczałabym, nie chcąc dołączać się do nagonki.

I wiecie co? Zirytowałam się.  Na życie. Na swój własny sposób myślenia. A przede wszystkim na tych, którzy generalizują, przyklejają etykietki, szufladkują. Sprawiają, że coraz łatwiej widzieć „ideologie” zamiast indywidualnych ludzi i ich zachowań. A tak nie powinno być.

To ludzie, a nie „ideologie” zachowują się czasem nie fair. To ludzie  zdradzają, są nieuprzejmi dla kelnerów, rozmawiają głośno przez telefon w miejscach publicznych, popełniają błędy w pracy, kłócą się z sąsiadami i plują na chodnik. To ludzie bywają wkurzający. Niezależnie od pochodzenia, wieku, płci czy preferencji seksualnych. Nikt mi nie wmówi, że jakakolwiek grupa społeczna składa się wyłącznie z osób miłych, sympatycznych i bezkonfliktowych. Wszędzie zdarzają się, za przeproszeniem, dupki. A może inaczej – osoby, które w pewnych okolicznościach zachowują się tak, że doprowadzają nas do szału.

To zachowania poszczególnych osób powinnyśmy oceniać, a nie „ideologie”.  Co to w ogóle? Zbiór światopoglądów. Naiwnością byłoby wierzyć, że występują dokładnie takie same u wszystkich członków danej grupy społecznej. Ludzie nie potrafią dogadać się, jakiego koloru jest sukienka na zdjęciu w Internecie, a co dopiero jeśli chodzi o tematy dotyczące stylu życia, wartości moralnych, wierzeń religijnych. Podejrzewam, że każdy człowiek ma swoją własną „ideologię”, która nie pokrywa się w stu procentach z żadną inną. Generalizowanie i wrzucanie do jednego worka nie daje nic dobrego.

Społeczność LGBT jest rozległa i zróżnicowana.  Śmiem powiedzieć, że nie z każdym jej członkiem dobrze bym się dogadała. Podejrzewam, że część osób znielubiłabym po bliższym poznaniu (a oni mnie). Tak samo jak nie lubię jakiejś tam liczby osób heteroseksualnych. I to naprawdę nie ze względu na to, co i z kim robią w łóżku, bo to kompletnie nie moja sprawa, tylko ze względu na ich cechy charakteru.

Problem zaczyna się, kiedy jakaś grupa społeczna zaczyna być dyskryminowana „z góry”. Kiedy odmawia jej się człowieczeństwa. W świecie, w którym represje stają się systemowe i oficjalne, ciężko jest powstrzymać się od traktowania w sposób szczególny członków dyskryminowanej społeczności lub rasy. Jedni wykorzystają to jako okazję do przyłączenia się do nagonki. Drudzy, aby okazać wsparcie, będą przyznawać dodatkowe przywileje i patrzeć przez palce na ewentualne błędy. A to wszystko prowadzi tylko do jednego – przestaje dostrzegać się człowieka jako indywidualną  jednostkę, a zaczyna widzieć jedynie przedstawiciela określonej grupy społecznej. Zamiast zbioru cech, przyzwyczajeń i zachowań, które tworzą jednostkową, jedyną w swoim rodzaju odrębną osobowość, widzi się etykietkę. Uogólnienie. Stereotyp. A to nigdy nie jest dobre.

Kiedyś miałam koleżankę z wyraźną niepełnosprawnością. Nie dogadywałyśmy się. Złościła mnie straszliwie. I przez bardzo długi czas czułam się z tego powodu winna. No bo jak to, przecież powinnam ją lubić. Dopiero po pewnym czasie oświeciło mnie, że wcale nie muszę. Doszłam do wniosku, że owszem, jestem zobowiązana pomóc jej w trudnych dla niej sytuacjach, ułatwić jej życie, kiedy to leży w zakresie moich możliwości, ale nie muszę czuć do niej sympatii, jeśli jako człowiek zwyczajnie jej we mnie nie wzbudza. Inny rodzaj myślenia to popadanie w stereotyp i dyskryminację, nawet jeśli pozytywną i w dobrych intencjach

Może uznacie mnie za naiwną, ale chciałabym żyć w świecie, w którym znaczenie miałyby tylko poszczególne cechy charakteru, zachowania, umiejętności, kompetencje. W której nikt nie byłby przez nikogo dyskryminowany ani wywyższany z powodów od niego niezależnych. W której żadna grupa społeczna nie czułaby potrzeby udowadniania, że jest lepsza, bo wszyscy rozumieliby, że nie ma czegoś takiego jak lepsza czy gorsza seksualność, rasa, płeć czy pochodzenie. Tylko różne. A to, co naprawdę ma znaczenie, to poszczególny człowiek i jego osobowość.  A każdy jest jedyny, niepowtarzalny i zupełnie wyjątkowy.

I na koniec jeszcze jedno moje przemyślenie. Gdyby jakakolwiek para lub grupa ludzi, obojętnie jakiej płci, chciałaby  okazywać sobie swoje uczucia w zacisznym miejscu, tam, gdzie nie naruszaliby przestrzeni osobistej i granic innych ludzi, to kompletnie nie byłaby to moją sprawą i nic mi do tego. Natomiast co do przestrzeni publicznej to wydaje mi się, że sprawa nie jest czarno-biała. Nie widzę problemu w tym, że ktoś publicznie trzyma za rękę, przytula czy daje buziaka swojej ukochanej/ukochanemu. Natomiast odważne, erotyczne pieszczoty w środkach komunikacji publicznej czy w innych miejscach ogólnodostępnych, gdzie niejako zmusza się do patrzenia innych ludzi, przekracza już pewne granice obyczajnego zachowania. Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że mogłam zmienić miejsce, a jeśli nie było innego, to stać i patrzeć w inną stronę. Ewentualnie wysiąść i poczekać na inny autobus. Ale dlaczego czyjeś zachowania mają wymuszać u mnie utratę pewnego komfortu? Jestem zdania, że są pewne zasady współżycia społecznego, które powinny być przestrzegane przez wszystkich – na przykład, że w miejscach publicznych człowiek kulturalny nie krzyczy, nie przeklina głośno oraz powstrzymuje się od zachowań nieobyczajnych. Te zasady, reguły i przepisy prawa według mnie stosują się do wszystkich. Uważam, że należność do jakichkolwiek społeczności, rasy czy narodowości nie upoważnia do ich łamania.

24 myśli na temat “Krótka historia o nietolerancji

    1. To jest trudny temat. Bo faktycznie w dzisiejszym świecie para jednopłciowa ma przechlapane, więc trudno im jeszcze dowalać. Łatwo można poczuć się jak homofobka. Z drugiej strony – czy takie traktowanie nie jest protekcjonalne? Powinno się dążyć do tego, aby wracać uwagę i oceniać tylko zachowania, charakter, okoliczności, a nie patrzeć przez pryzmat rzeczy niezależnych od człowieka, jak preferencje seksualne, pochodzenie itp.

      Polubienie

    2. Można się zastanawiać nad swoją reakcją w takiej sytuacji z udziałem pary jednopłciowej, ale raczej niezwykle mało prawdopodobne jest, żeby taka para publicznie okazywała sobie czułość, a już szczególnie w tak nachalny (delikatnie mówiąc) sposób. Często zwykłe trzymanie się za ręce jest poza dyskusją, a co dopiero coś więcej.

      Polubione przez 1 osoba

      1. I zdecydowanie chciałabym, żeby takie sytuacje mogły się zdarzać, żeby to było normalne i irytujące, a ja żebym mogła się spokojnie i bez wyrzutów sumienia irytować 😉 Nie powinno tak być, że jakakolwiek grupa jest dyskryminowana i boi się tego, co innym wolno. Pewnych rzeczy nie powinno na ulicy się robić nie ze strachu, że można oberwać, tylko zwyczajnie dlatego, że nie wypada i może przeszkadzać innym.

        Polubione przez 1 osoba

  1. Nie obchodzi mnie, czy jesteś homo, hetero, bi, trans, biały, czarny, żółty, czerwony, czy zielony. Póki chcesz żyć ze mną w zgodzie, będziemy żyć w zgodzie. Gdy zechcesz uprzykrzać mi życie, będziemy mieć problem.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Jestem tolerancyjna i szanuję ludzi LGBT, nie uważam że wyrządzają mi krzywdę lub w jakiś sposób źle wpływają na moje życie. Są tacy sami jak wszyscy i nie powinno się ich szkalować, a niestety tak wiele osób robi.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Tolerancja – tak i owszem, ale..
    Uważam, że nikt nie powinien rościć sobie jakichś szczególnych praw. Ani heteroseksualni ani homoseksualni, ani niepełnosprawni, ani czarni, ani sąsiedzi zza wschodniej granicy, ani Polacy..
    Wiem, że zabrzmi to „górnolotnie” ale powinniśmy być równi sobie..
    Tylko wydaje mi się, że nasze polskie społeczeństwo jeszcze nie dojrzało do takiej równości..

    Polubione przez 1 osoba

  4. Jestem przerażona tym jak wiele osób nie ma w sobie za grosz tolerancji. Zastanawiam się ciągle gdzie Ci ludzie się chowali. W końcu mamy 21 wiek, a my dalej żyjemy jak w „Ciemnogrodzie”

    Polubienie

  5. Szczerze ci powiem, że ja się akurat nie zastanawiałam nad tym. Kiedyś miała na sklepie parę młodu zakochanych małżonków, którzy w podobny u ciebie sposób robiło to i owo, zwróciła im różnież jak ty uwagę i usłyszałam odpowiedź czy z parą LGBT też bym tak zrobiła. Akurat nie miałam wtedy możliwości odpowiedzieć na to pytanie bo para, której kilka dni wcześniej zwróciłam uwagę odpowiedziała, że tak. A buta to para LGBT.

    Para ta powiedział młodym to co wtedy ja im powiedziałam,że miłość jest piękna i nikogo nie chcę dyskryminować, ale dla mnie patrzenie się na kogoś kto wymienia ślinę nie jest atrakcyjne a wręcz mnie obrzydza, gdyż nie każdy ma ochotę oglądać takie sceny.

    Młodzi zakochani spuścili głowy przeprosili i wyszli ze sklepu, s prawa która tak mnie broniła. Powiedział mi wtedy, że kluczem do tolerancji nie jest akceptowanie każdego, ale traktowanie ludzi równo nie zależnie od tego kim są. Podziękowali mi za lekcję i odeszli.

    Kiedy patrzę się na to co dzisiaj się dzieję, to ja im dziękuję za to co powiedzieli mi na sam koniec. Ich słowa trafiły w sedno problemu, my często zapominamy, że to są też ludzie, a nie ideologia i to jest smutne.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.