Koła samochodu kręcą się…

 

Są takie momenty w życiu kobiety, kiedy się po prostu nie da. No nie wyrabia się. Wszystko się wali na głowę, dosłownie, bo brudne skarpetki dzieci wysypują się z przepełnionego kosza na Pełzaka. Brak w domu świeżego pieczywa i ulubionych owoców dzieci (Średni musi mieć malinki, a panna F. jabłuszka, no i jak to ta bezczelna mama kupiła truskawki?!). Nie ma siły, czasu i chęci na walkę z szarą rzeczywistością. Dla mnie zwykle taki straszny czas, kiedy dużo krzyczę, tupię nogami i jestem mało pozytywnie ustosunkowana do niewinnych pytań mego męża „kochanie, coś ty taka nieromantyczna ostatnio”, to czas przed wakacjami.

Ach, lato! Cudowna, odprężająca pora roku! Czas bez przedszkola, czas na umacnianie kontaktów rodzinnych, czas na wiele wspólnych zabaw z dziećmi! No w mordę…

Kocham moje dzieci, ale jednak 24 godziny na dobę z tą hordą Hunów to trochę za dużo jak na moje zszargane nerwy. Pozostaje załatwić jakiś wspólny wyjazd, a potem dyżury wakacyjne w przedszkolach – cudowny wynalazek. Jak się tylko dzieci  tam dostaną…

No ale jak tylko ma się już za sobą składanie odpowiednich wniosków do odpowiednich przedszkoli, wypełnianie właściwych druczków, a nie, jednak niewłaściwych, gubienie ich, drukowanie od nowa, śledzenie w napięciu wyników, wniesienie opłat (tu tylko przelewem, a tu tylko osobiście, a tu gołębiem pocztowym za pobraniem), to już można radośnie zacząć planować rodzinne wakacje. Czym właściwie zajmuję się chętnie od listopada. W mroźne, ponure dni wyobrażam sobie te palmy, słońce, zabytki oraz moje dziatki oglądające z zachwytem kolejne zamki, fortece i dzieła sztuki w muzeach,  pełne podziwu, wsłuchane w mój głos. A ja, z przewodnikiem w ręku,  subtelnym, przyciszonym tonem przekazuję im wiedzę na temat świata, sztuki i historii, wskazując delikatnie paluszkiem, jakie piękne blanki gibelińskie na szczycie murów i na jaki czarowny odcień purpury na obrazie powinny zwrócić szczególną uwagę.

Jasne… wiadomo, że jak moje dzieci znajdą się jakimkolwiek gorącym miejscu, to jedyne, co będą chciały zwiedzać, to  okoliczne lodziarnie i baseny tudzież inne zbiorniki wodne. A poza tym, jeśli chce się nawet próbować wypracować jakiś kompromis między ich zapędami kulinarno – wodnymi a naszą potrzebą zwiedzania, to trzeba najpierw te trzy dzikie stwory w dane miejsce przetransportować. Samolot obecnie w naszym przypadku odpada, pozostaje więc podróż naszą kochaną krową – tak ze średnią czułością nazywa nasze auto mąż, nie mogąc odżałować, że ze względu na ilość potomstwa musiał pożegnać się ze swoim poprzednim ukochanym autkiem. Które, niestety, nie przewidywało konieczności zmieszczenia trzech fotelików na tylnym siedzeniu.

boy-1528150_1920

Niedługo zatem przyjdzie czas na wpakowanie do rozgrzanej metalowej puszki rozwrzeszczanego Pełzaka, obrażoną na cały świat córkę, której zabronię wzięcia całej kolekcji komiksów, syna, który na bank zgubi czapkę, jednego buta i ukochaną maskotkę jeszcze zanim wsiądzie oraz rozżalonego męża („ach, teraz to nie to samo, co podróż starym autkiem”)…I kto musi to całe towarzystwo zabawić, rozśmieszyć i wprawić w dobry nastrój przez około 2000 km? No zgadnijcie sami!

Sposobów na to jest mnóstwo, gorzej z działającymi. U nas jako tako sprawdzają się takie:

– gra w „Moim czarodziejskim oczkiem widzę coś … zielonego”. Plus: dzieci to uwielbiają i może trwać godzinami. Minus: na bank w 90% przypadków będzie to trawa.

– gra w „Kto pierwszy zobaczy krowę robi muu” . Pod krowę podstawić dowolne zwierzątko. Plus: nawet momentami koncentrują się na wypatrywaniu i jest cicho. Minus: za chwilę będzie dzika kłótnia, kto był pierwszy. Poza tym trudno udowodnić Średniemu, że raczej ściemniał robiąc grr jak tygrys.

– gra w „Kto najwięcej razy powie, że musi do toalety”. To zawsze inicjują nasze dzieci. Dodatkowe punkty otrzymuje się za takowy okrzyk na środku autostrady lub zaraz po wyjeździe ze stacji benzynowej.

– czytanie na głos.  No nawet spoko. Trzeba zapatrzeć się w miarę niezaczytane książki i pogodzić z tym, że pod koniec wyjazdu będzie się je recytować z pamięci. Minus: na Pełzaka nie działa, chyba że da mu się je do zjedzenia.

– słuchanie bajek z płyt. Ja lubię całkiem serię Bajki-Grajki. Dużo śpiewają, ładna muzyczka, bywa zabawne i dla dorosłych. Minus: co do Pełzaka – patrz punkt wyżej.

– podkarmianie chrupkami, owockami, biszkoptami i mambami. Plus: to naprawdę skutkuje poprawą humoru u wszystkich zainteresowanych! Minus: powiązane z przymusowym zwiedzaniem wszelkich stacji benzynowych po drodze. Mogłabym przyznawać złote gwiazdki Madkelina tym, które mają w ofercie przewijak.

 

A jak u Was wygląda sprawa z podróżami? Jak sobie radzicie z organizowaniem czasu potomstwu? Wszelkie podpowiedzi mile widziane 🙂

17 myśli na temat “Koła samochodu kręcą się…

  1. Uśmiałam się 🙂 U nas sprawdza się czytanie książek lub głośne śpiewanie 🙂 Albo liczenie samochodów, np. czerwonych. A chrupki i inne przekąski to już ostateczność 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ojej, dziękuje za wpis 🙂 wiem, ze był z przymrużeniem oka, ale to tylko pokazuje, że dzieci nie są dla mnie 😀 szczerze mówiąc traktuje je trochę jak małych kosmitów z którymi nie wiem co zrobić 🙂 Nie umiem za bardzo postawić się na twoim miejscu, ponieważ dzieci nie mam i ogółem wielkiej z nimi styczności 🙂 Gratuluję, ze można jakoś ogarnąć i to jeszcze trójkę!

    Polubione przez 1 osoba

  3. 1. Panna Z. l. 7 podzielenie drogi na godziny i ustalenie planu przed wyjazdem. Np. 1 godzina spanie (wyglądanie oknem) druga godzina granie na telefonie , trzecia godzina czytanie książki. Ustawiamy alarm i jak zadzwoni to zmiana. Raczej chętnie trzyma się planu. Wymyślone w zeszłym roku jak jechaliśmy 4 godź w góry.
    2. Plecak z ulubionymi zabawkami, książkami (to działa nawet na roczniaka.) Ale Wojtek l. 4 ogólnie lubi jeździć.
    3. Nastawienie że jęczenie i tak się zdarzy. Jak się nie zdarzy to będziemy miło zaskoczone 😂
    Pozdrawiam i udanego urlopu.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Chociaż mój mąż mówi że urlop z dziećmi to żaden urlop.
    Tak myślę że historia pobytu z dziećmi na urlopie to osobny wątek wart opisania 😆😆
    Czy ty pamiętasz jeszcze co oznacza „beztroskie wylegiwanie się na plaży na kocu” albo „kontemplowanie uroków przyrody (zabytków) w ciszy” ? 😉
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s