Szkolne niepokoje

No i stało się. Koniec wakacji. Już w poniedziałek moja córka idzie, po raz pierwszy w życiu, do szkoły! Do zerówki co prawda, ale jednak nie da się ukryć, etap edukacji oficjalnie rozpoczęty.

Na początku się bała, okropnie, ale teraz nie może się doczekać. A ja odwrotnie. Im bliżej ten wielki dzień, tym większy lęk mnie ogarnia. O nią i o tych młodszych, jeszcze kompletnie nieświadomych, co ich czeka. Patrzę na pochyloną nad komiksem główkę mojej małej, jak z zaangażowaniem i oddaniem sylabizuje przygody kaczora Donalda, i coś w sercu zaciska mi się boleśnie. Żeby nikt nie zniszczył jej ciekawości świata, chęci do nauki, wiary w siebie. Żeby trafiła na miłe, normalne grono dzieci, gdzie nie będzie najważniejsze, kto jakiej firmy majtki nosi i czy ma smartfona lub laptop. Żeby się dobrze wpasowała, ale nie zatraciła swojej indywidualności…

Tyle próśb, tyle marzeń, tyle lęków. Pamiętam siebie sprzed lat. Tak jak teraz moja córka szykowałam piórnik, oglądałam kredki, skakałam do góry z radości. Pamiętam ten swój entuzjazm, szkoła, wow! Marzyłam o poznaniu nowych koleżanek, o przyjaźni na całe życie, o radości spędzania czasu wśród zżytej, fajnej klasy.

Cóż, u mnie było średnio. Nadszedł moment w moim życiu, kiedy miałam okulary, nadwagę i pryszcze, a dzieci takich rzeczy łatwo nie wybaczają. Wyszło jak wyszło, kilka lat zmagałam się z etykietką dziwaczki i ofiary klasowej. Potem z tego wyrosłam, zmieniłam środowisko, udało mi się zostawić cały ten bolesny etap za sobą. Przynajmniej pozornie, nadal mała dziewczynka gdzieś w środku mnie kuli się z przerażenia, kiedy znienacka w miejscu publicznym usłyszy wybuch śmiechu. Irracjonalne to, wiem. Ale to poczucie śmieszności, lęk przed wyśmianiem i odrzuceniem tkwi we mnie gdzieś głęboko, jak ostry odłamek szkła w sercu.

pencil-1486278_1920

I teraz patrzę na te moje dzieciaki, takie mądre, kochane i fajne (dla matki przynajmniej) i zachodzę w głowę, jak ja je mogę przed czymś takim uchronić? Jak je nauczyć pewności siebie, siły ducha, wiary w swoje możliwości? Co powiedzieć, aby uwierzyli, że złe słowa najczęściej biorą się z zazdrości, własnych kompleksów i problemów? I, co równie ważne, jak ich wychować, aby nigdy, przenigdy, nie odreagowywali na innych, aby nigdy nie postawili się w roli oprawcy?

Zdarzało się już, że moja córka przychodziła z płaczem, że ta lub owa koleżanka jej nie lubi, i dlaczego właściwie, buu… Zawsze wtedy mówiłam jej, że człowiek to nie zupa pomidorowa, aby wszyscy go lubili. Że jedni lubią jabłuszka, a drudzy gruszki. Nawet, jeśli jest się najpyszniejszym jabłkiem na świecie, ale trafi się na takich, co zjadają tylko gruszki i banany, to nie będzie się docenionym. Ale że najgorsze, co można wtedy zrobić, to na siłę udawać banana. Bo i tak nie wyjdzie. Lepiej poczekać, aż trafi się na amatorów jabłek. Wtedy zostanie się z przyjemnością zjedzonym. No dobra, ta ostatnia część nie jest zbyt pocieszająca i moja córka patrzyła zwykle na mnie jak na idiotkę, kiedy jej to opowiadałam. Niemniej jednak mam nadzieję, że kiedyś to do niej trafi.

Na razie przeżywa, a co to będzie, jak kiedyś dostanie w szkole jedynkę. Powiedziałam, że zdarza się każdemu. Usiądziemy, pouczymy się i poprawi. I może teraz mi się tylko wydaje, ale nie czuję, aby było dla mnie wielkim problemem, jeśli moim dzieciom słabo będzie szła nauka liczenia, czytania czy pisania. Jeśli będzie im się myliła stolica Litwy i Łotwy lub nie ogarną szybko ułamków z liczb ujemnych. Przeżyję, gdy dostaną pałę z fizyki czy pomylą czasy Past i Present Simple. Nawet jeśli nie uda im się ani razu wyciągnąć czystej nuty podczas gry na flecie. Ale gorąco, z całego serca chciałabym, aby nauczyły się kilku innych, prostych rzeczy.

Że nie zawsze trzeba wygrywać. Nie każdy musi być najlepszy, czasem wystarczy po prostu brać w czymś udział i się dobrze bawić.

Że za pieniądze można kupić rozrywki, ale nie przyjaciół; piękne i modne ubrania, ale nie dobry gust; lekarstwa i witaminy, ale nie zdrowie; uznania i zaszczyty, ale nie godność; szalony dziki seks, ale nie miłość (no dobrze, tego niech się lepiej dowiedzą na trochę dalszym etapie życiowej edukacji).

Że nie ma sensu porównywać się z innymi, bo każdy idzie inną życiową dróżką. Lepiej walczyć z samym sobą i robić postępy wobec swoich osiągnięć.

Że warto jest wybaczać innym, ale trzeba też nauczyć się wybaczać samemu sobie.
I to bywa najtrudniejsze.

Że w życiu bywa czasem tak pod górkę, że traci się chęć i cel. Ale nie warto rezygnować, poddawać się walkowerem. Niekiedy po burzy wychodzi tak piękna tęcza, aż zatyka dech w piersiach ze szczęścia. Na takie chwile warto czekać.

Że jedną z najgorszych rzeczy, jaką można w życiu zrobić, to odebrać komuś wiarę i nadzieję.

Że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Popełniamy błędy.

Że nie mamy wpływu na to, czy nasze życie będzie trwało długo, czy krótko. Zależy to od wielu czynników. Ale mamy wpływ na to, czy będzie miało sens. I jak wpłynie na innych.

Tyle chciałabym. Ale dzisiaj czuję tylko bezsilność. Nie wiem, jak sprawić, aby poczuli, że ten świat, choć czasem okrutny i niesprawiedliwy, kompletnie niezrozumiały, jest oszałamiająco piękny i niezwykły. Pełen szans, zwrotów akcji, niespodzianek.

A może muszę poczekać, aż po prostu sami to odkryją…?

43 myśli na temat “Szkolne niepokoje

  1. Dla każdego dziecka oraz jego kochającego rodzica, bez względu na to czy jest to mama czy tata, pierwszy dzień w szkole jest zawsze stresujący, ale nieunikniony, choćby nie wiem jak się człowiek starał to nie i już. Szkoła tak naprawdę nie jest miejscem, które jest w 100% przyjaznym dziecku, ale miejscem, w którym stawiamy swoje pierwsze kroki, zdobywamy przyjaźnie i pierwszych wrogów. Powodzenia dla córki! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. W zasadzie ten wpis jest dla mnie zbiorem samych mądrości. Podsumowując tylko chciałabym dodać, że u mnie to własnie wyglądało tak, że wyobrażałam sobie kim będą dzieci, jakie będą i ta presja otoczenia na porównywanie i wyścig. Jednak z dniem narodzin cel stał jest jeden – żeby były szczęśliwe.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Każda z nas ma swojego szkolnego trolla ale pamiętaj że nie przeżyjesz życia za dziecka 🙂 bądź obok, to pomaga. Moje szkolne niepowodzenia wspominam jako jedną wielką samotnię – nie było obok ani mamy ani taty. Musiałam samotnie stawiać czoła takim lękom ….

    Polubienie

      1. To nie dlatego że byłam sierotą czy wychowywałam się w patologicznej rodzinie…Rodzice pracowali zawodowo , byłam najstarsza, w domu czworo rodzeństwa, nie chciałam jej zawracać mandoliny swoimi szkolnymi koszmarami dlatego radziłam sobie jak umiałam. A oni byli zbyt zajęci i zmęczeni żeby zauważyć że coś jest nie tak

        Polubione przez 1 osoba

      2. No ale tak też nie powinno być. Każde dziecko powinno mieć wsparcie rodziców. Miałam okropne przeboje i nie wyobrażam sobie, jakbym sobie dała radę, gdyby nie pomoc mamy. Podziwiam Pani silę, że poradziła sobie pani z tym wszystkim zupełnie sama.

        Polubienie

  4. Cóż, szkoła to…szkoła życia. Nie ma lekko, ale w końcu kiedyś człowiek musi się wziąć z życiem za bary. Ja szkołę wspominam różnie, raz lepiej, raz gorzej. Najgorzej chyba liceum i koniec gimnazjum. Najlepiej zaś podstawówkę.

    Polubienie

  5. bardzo pięknie napisane, przypomniałam sobie lata szkolne – magiczny czas 🙂 teraz mój syn przedziera się przez szkołe. Tym bardziej, że czeka go nowe wyzwanie – owa szkoła.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Ohh chciałabym mieć taką mamę, jaką ty jesteś. Moja niestety robi mi awanturę o każdą złą ocenę tj.poniżej dostatecznego.A jestem w trzeciej klasie technikum o.O Póki mieszkam z nią, pewnie tak będzie. Powodzenia dla córy 😉 Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję bardzo! Wiesz, nie dam głowy, jaka będę za te kilka lat. Może mi coś odbije 🙂 Podejrzewam, że większość awantur i krzyków mam bierze się z tego samego – ze strachu o swoje dzieci i ich przyszłość.

      Polubienie

  7. Masz piękne podejście do tematu. I doskonale rozumiem Twoje obawy. Sporo osób przez to przeszło. Niestety takie nękanie zbiera swoje żniwo w całym dorosłym życiu. Agresja rodzi agresję, więc często ci nękani też się wyładowują na innych.
    Uważam, że system edukacji powinien być zmieniony. Nie każdy będzie orłem ze wszystkiego, a powinno się rozwijać to, co ktoś lubi i czym się interesuje. W ten sposób kształci się profesjonalistów w swoim fachu.

    Polubione przez 1 osoba

  8. Kasia co mogę Ci powiedzieć. Teraz wiemy to wszystko, co napisałaś i wpajamy swoim dzieciom co jest dobre i co złe. Choć ja na razie próbuję tłumaczyć bo wiadomo, Dzit jeszcze mały, ale Ty masz pole do popisu. Tylko problem jest taki, że Ty tłumaczysz, a inna mama nie. I przyjdzie taka pannica z domu, w którym wolno wszystko, będzie miała super ciuchy i plecak z Elzą czy inną księżniczką i Twoja dziewczynka choć mądra odczuje na własnej skórze obecność takiej „gwiazdy”. To jest niestety nie uniknione. Ale dzieci trzeba wspierać i być z nimi w trudnych chwilach. Nic innego nie zrobisz.

    Polubienie

  9. Moim zdaniem przed każdym nowym życiowym etapem pojawia się lęk. Jest to coś naturalnego i ekscytującego zarazem. Należy pamiętać, że trzeba chronić tą cudowną wrażliwość naszych dzieci aby nie została doszczętnie rozerwana przez system edukacyjny. np. by prace były pracą przemyślaną a nie zamykającą się w narzuconym kluczu.

    Polubienie

  10. Jeszcze przede mną te szkolne rozterki, ale przyznaję, że już się zastanawiam, jak to będzie, kiedy młody pójdzie do szkoły. Teraz jest indywidualistą o skłonnościach przywódczych, jest ciekawy świata i po swojemu go odkrywa. A jak będze w szkole? Czy nic nie zatraci? Uczyłam w szkole i wiem, jak często nauczyciele wpasowują dzieciaki w ramki i niszczą ich indywidualność i chęć zawojowania świata. Ale przy wsparciu rodziców, wierzę, że dzieciom uda się pozostać sobą

    Polubione przez 1 osoba

  11. Moi chlopcy juz po. Wszyscy sie tam milo witali.
    Ale sa juz porobione grupki. Moj starszy czekal na swoja ekipe. Generalnie fajnie by bylo tak wspaniale wychowac i wpoic wartosci.
    Ale coz. Zycie swoje Ty swoje. Tez chcialabym zeby to byli wspaniali, madrzy chlopcy.

    Polubione przez 1 osoba

  12. Ja byłam szkolną prymuską – i miałam swoje grono znajomych, ale wiele osób uważało mnie też za pupilkę nauczycieli i kujona (ja tymczasem po prostu lubilam się uczyć i dowiadywać nowych rzeczy). Więc okres szkolny wspominam pomimo sukcesów bardzo różnie – były momenty wspaniałe, ale były też traumy, które pamiętam do dziś i które mocno podkopaly moje poczucie wlasnej wartosci.

    Polubienie

  13. Dla mnie w szkole najgorsi byli nauczyciele. I tak sobie teraz pomyślałam, że gdyby moi rodzice nie mówili mi, że idę do szkoły po to, żeby nauczyć się różnych fajnych i ciekawych rzeczy, tylko coś innego powiedzieli, to te wszystkie konflikty z nauczycielami nie miałyby miejsca. Notorycznie dostawałam dwóje za zadawanie pytań oraz z klasówek, bo na pewno ściągnąłem (głównie wypracowania z polskiego). Dramat! A moi rodzice na zebraniach tłumaczyli polonistyce, że sama piszę wypracowania w domu, a nie oni za mnie i że podręczniki czytam w wakacje, no to potem mam pytania i się nudzę, więc się kręcę. Całą podstawówkę wspominam jako kolonię karną.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Współczuję. Tacy nauczyciele potrafią zabić całą chęć do nauki. Mnie z kolei na studiach babka powiedziała, że praca jest nie moja, bo za dobrą. Kazała napisać jeszcze jedną, po czym stwierdziła, że ta jest na tym samym poziomie, więc miała rację…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s