Zakaz wstępu dla dzieci – czy to dyskryminacja?

sign-1732791_960_720

– Powiem Ci, że ja po prostu nie cierpię starych ludzi. Wręcz nienawidzę.

– Ale dlaczego? Ktoś Ci coś złego zrobił? Chodzi o takich bardzo roszczeniowych?

– Nie, niekoniecznie. Nieważne, jak się zachowują, ich widok mnie odrzuca. Nie chcę się w ogóle z nimi stykać. Powinny być miejsca, gdzie pod żadnym pozorem nie mogliby przychodzić.

– Ale co Ci przeszkadzają, jeśli dobrze się zachowują i i nie naruszają Twojej przestrzeni osobistej?

– Po prostu przeszkadzają, nie chcę na nich patrzeć. Wydajesz się być osobą tolerancyjną, dlaczego nie potrafisz uszanować, że ja i wielu innych po prostu staruszków nie cierpimy? Wręcz nienawidzimy? Mamy do tego prawo. Wykaż się tolerancją w stosunku do naszych uczuć.

Sami przyznacie, że taka wymiana zdań dla większości byłaby oburzająca. Jeśli zamiast osób starszych podstawić tu jakąkolwiek grupę społeczną – obcokrajowców, osoby z niepełnosprawnością, ludzi z dużą nadwagą, też z pewnością odezwałoby się sporo głosów oburzenia. A przynajmniej mam taką nadzieję. Bo jak tak można! Od tej reguły jest jeden wyjątek. Rodzice z dziećmi. A zwłaszcza matki.

To ostatnio w wielu środowiskach wróg numer 1. Madka, Karyna z gówniakiem, ta od horej curki. „Zamknąć je w domach, nikt nie chce na nie patrzeć”. „Jak muszą jechać pociągiem, to najlepiej w osobnych bydlęcych wagonach”. „Na widok takiego bachora to się niedobrze robi”. To autentyczne wypowiedzi z różnych internetowych forum. Może przesadzam, , ale  mam wrażenie, że od kilku lat panuje moda na hejtowanie dzieci i matek. Zadziwiające dla mnie jest, że takowe poglądy i plany wykluczenia z przestrzeni publicznej często głoszą osoby, które poza tym chwalą się  swoją tolerancją i otwartością na innych. Na inne nacje, narody, kultury. Ale te dzieci,  przepraszam, „bachory”, tak strasznie im wszędzie przeszkadzają.

Oczywiście, drodzy rodzice, w dużej mierze sami sobie jesteśmy winni. Nasze grzechy, a przynajmniej niektórych z nas, to: wychowanie bezstresowe; pobłażliwe uśmiechy, gdy nasza pociecha radośnie skacze po siedzeniach i demoluje przestrzeń dookoła siebie; stwierdzenia „to tylko dziecko, musi się wykrzyczeć”. Nic dziwnego, że osoby bezdzietne, które spotykają się z takim sposobem wychowania, uważają nas za dopust Boży. Niemniej jednak jestem przeciwna generalizowaniu. Tak, zdarzają się madki tudzież tateły, które mają wywalone na złe zachowania swoich dzieci. Nie zapominajmy jednak, że jest też wielu rodziców, którzy w pocie czoła starają się swoje potomstwo wychować na dobrych, przystosowanych społecznie, odpowiedzialnych ludzi.

Jakiś czas temu na moim fanpage wrzuciłam z głupia frant zdjęcie wywieszki w jednej restauracji. Była skierowana do rodziców małych dzieci:

„Szanowni goście  -rodzice  małych dzieci

Uprzejmie prosimy o uszanowanie spokojnej atmosfery naszego lokalu oraz pozostałych gości. Prosimy o zadbanie, aby Państwa dzieci nie zachowywały się bardzo głośno oraz aby nie oddalały się od Waszego stolika – to również w trosce o ich bezpieczeństwo.

Wszyscy goście są dla nas tak samo ważni i chcemy, aby każdy czuł się u nas dobrze.

Bardzo mi się taki tekst podoba. Jest stonowany i uprzejmy. Szkoda tylko, że w ogóle trzeba pisać takie rzeczy. Powinno to dla nas, rodziców, być oczywiste.

Rzecz w tym, że pod tym postem rozpętała się cała dyskusja o obecności dzieci w miejscach publicznych i tworzeniu miejsc z zakazem wstępu dla niepełnoletnich. Wszystko przez moje stwierdzenie, że ogólnie jestem takowym lokalom przeciwna. Oczywiście, jak od każdej reguły, są wyjątki – zgadzam się, że są miejsca, których dzieci nie powinny odwiedzać – np. kluby ze striptizem czy hotele zbudowane nad przepaścią, do których wstęp jest tylko po drabince sznurowej. No dobrze, wszędzie tam, gdzie dla dzieci jest niebezpiecznie lub są narażone na obcowanie z treściami nieodpowiednimi do swojego wieku. Ale normalna, nawet elegancka, restauracja czy hotel? Moim zdaniem zakazywanie wstępu do takich miejsc tylko ze względu na kryterium wiekowe jest dyskryminacją. Co nie zmienia zasady, że właściciele danej przestrzeni mają prawo rugować z niej każdego, kto nie stosuje się do przyjętych zasad i narusza granice innych. Ale dlaczego zakładać z góry, że każde dziecko będzie zachowywało się niegrzecznie i przeszkadzało pozostałym gościom? Moim zdaniem powinno się od rodziców wymagać, aby zapanowali nad swoim potomstwem lub opuścili lokal. Nikt, bez względu na wiek, nie ma prawa naruszać osobistych granic innych. Ale nikt też nie powinien być skreślany tylko ze względu na jakąś swoją cechę od siebie niezależną – wiek, wygląd, stopień pełnosprawności, pochodzenie.

Trochę przykro mi było, że pod tym postem padały  argumenty tego typu: „Ale ja nie lubię dzieci i proszę to zrozumieć, nie chcę ich widzieć w kawiarni czy restauracji, niezależnie od tego, czy robią coś niewłaściwego czy nie. Nie cierpię ich i proszę to uszanować”. Dla mnie to brzmi dość nietolerancyjnie. Po raz kolejny podkreślam: rozumiem jak najbardziej potrzebę spędzenia czasu w sposób niezakłócony. Ale żądania, aby z pewnych miejsc wykluczyć jakąś grupę społeczną tylko ze względu na osobistą antypatię – to jest dyskryminacja. Ludzie nie lubią się często nawzajem. Jedni dzieci, drudzy starszych, trzeci obcokrajowców, a czwarci rudych. To co, robić miejsca z zakazem wstępu dla wszystkich, którzy komuś podpadli? Może w ogóle zamykać się w swoich małych grupkach wzajemnej adoracji, spotykać tylko z osobami o możliwie podobnym stylu życia i poglądach? Pewnie, można. Tylko, moim zdaniem, dużo się wtedy traci. Bo to spotkania z osobami różnymi od nas pomagają nam się rozwijać.

Dzieci muszą nauczyć się szacunku dla granic innych ludzi, dla ich własności i prawa do świętego spokoju. Nie jest to łatwe i nie każde dziecko jest podatne. Niemniej jednak, zamknięte w czterech ścianach domu lub tylko w miejscach przeznaczonych specjalnie dla małoletnich, nigdy nie nauczą się pokojowego współistnienia z dorosłymi i nie zaakceptują istnienia reguł społecznych.

Miałam kiedyś sytuację, że podczas wycieczki weszłam wraz z moją hordą do pizzerii. Dzieci były zmęczone, głodne, zaczęło im odbijać. Przeprosiłam, zmieniłam zamówienie ze stacjonarnego na na wynos i szybko opuściliśmy lokal. To nie był nasz dzień, nie byłam w stanie wyegzekwować na moich pociechach odpowiednich zachowań i ze względu na innych gości nie eksperymentowałam z różnymi metodami wychowawczymi. Tak się zdarza. Co nie znaczy, że wszystkie dzieci będą w tej pizzerii zachowywały się niegrzecznie i należy zakazać im wstępu. Wiele innych naszych wyjść do kawiarni czy restauracji wyglądało zupełnie inaczej. Z okazji siódmych urodzin zabrałam córkę do całkiem eleganckiej restauracji. Tej samej zresztą, w której wisiała wyżej cytowana karteczka 🙂 Panna F. była absolutnie zachwycona, podekscytowana i przejęta. Zachowywała się idealnie i jestem pewna, że nie przeszkadzała nikomu. Wyniosła z tego wyjścia wiedzę, jak czytać menu, w jaki sposób uprzejmie zamawia się posiłek, jak siedzieć i rozmawiać, aby nie naruszać przestrzeni osobistej innych gości. Nasze wysiłki były chyba udane, bo panie kelnerki serdecznie zapraszały nas do ponownych odwiedzin. Tak więc da się? Oczywiście! Ale to wymaga uważności na innych.

I może rzeczywiście według niektórych jestem nietolerancyjna, ale nie podoba mi się idea, aby zakazywać dzieciom wstępu do normalnych, dziennych kawiarni lub restauracji tylko ze względu na to, że są dziećmi. Tak samo jak protestowałabym przed zamykaniem przed nosem drzwi staruszkom, osobom niepełnosprawnym lub innego pochodzenia. Kryterium wstępu powinna być umiejętność zachowania się tak, aby nie naruszać granic innych. Tyle i aż tyle. Tak więc o ile jestem jak najbardziej za tym, aby właściciele restauracji, hoteli itp. wypraszali gości zakłócających spokój (czy byłaby to rodzina z hałaśliwymi i niegrzecznymi dziećmi, czy grupa dresów drąca się po pijaku, czy też elegancki starszy pan szarpiący i wyklinający swoją wystraszoną partnerkę) o tyle nie przyklasnę takiemu założeniu z góry, że jakakolwiek grupa społeczna ma być wykluczona z części miejsc publicznych, bo na pewno zachowa się niewłaściwie i będzie przeszkadzać.

A na koniec życzę nam wszystkim w ten piękny wiosenny czas spokoju ducha, radości, życzliwości i wzajemnej wrażliwości na swoje potrzeby 🙂

32 myśli na temat “Zakaz wstępu dla dzieci – czy to dyskryminacja?

  1. Oczywiście zgadzam się, że nie powinno być dyskryminacji. Jednak, patrząc na drugą stronę tego medalu – ludzie bezdzietni, którym cudze maluchy dosłownie wchodzą na głowę, bo właśni rodzice nie są w stanie ich upilnować, też mogą drażnić. Uważam, że obie strony powinny „poczuć” się w skórze tych drugich – wszystkim żyłoby się lepiej 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. W dobie gdy powstają restauracje przyjazne dla zwierzą kuriozalne jest, że powstają restaurację nie przyjazne dzieciom. Ja do dzieci w lokalach nic nie mam. Jest to dla nich dobre miejsce, by nauczyć się obycia. A myślę sobie po przeczytaniu Twojego wpisu, że powinno działać w obie strony – dorośli się uczą, dzieci się uczą!

    Polubione przez 1 osoba

  3. Ostatnio odwiedzałem hotel „przyjazny dorosłym” czyli przyjmujący osoby od 16 roku życia. Czyli taki, który nie przyjmuje dzieci. Widziałem, że ta idea małżeństwom świadomie bezdzietnym się podobała. Mnie ciężko jest się wypowiadać, bo do niedawna nie miałem pojęcia, że takie miejsca funkcjonują.
    Zgadzam się, że dzieci powinny poznawać dorosły świat i przyswajać jego zwyczaje. Z drugiej strony hałaśliwe, rozkrzyczane i po prostu niegrzeczne „bachory”, to nie jest problem dzieci, tylko ich rodziców, którzy taką sytuację tolerują, są z niej zadowoleni.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Smutne jest to, że przez zaniedbania wychowawcze niektórych rodziców, z góry skazuje się dzieci na stereotypową opinię. Jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy w spokoju pragną skonsumować posiłek, bez okrzyków dzieci, wybrali się do restauracji, aby zaczerpnąć spokojnego tchu, pobyć w klimatycznej atmosferze. Jednocześnie zastanawiam się, kiedy właśnie, jak nie w dzieciństwie, zaszczepiać dzieciom odpowiednie standardy zachowań, nie w teorii, a w praktyce.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Świetnie napisane. Moim zdaniem od zawsze zdarzały się matki, które bezstresowo wychowywały swoje dzieci i ludzie, którym to nie odpowiadało, ale – wiadomo – w XXI wieku, w dobie internetu nic się nie ukryje, dlatego nastała taka, a nie inna moda. Ktoś napisze o tym tekst, inni go poprą, a jeszcze inni, którzy tak nie myśleli, nagle zaczynają uważać tak samo i spirala sama się nakręca. Tak jak w przypadku innych grup społecznych. Tolerancja zaczyna być dla coraz większej ilości ludzi czymś ponad siły.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Nie mam nic przeciwko rodzinom z dziećmi w restauracji-sama jestem matką. Jednak jeśli zachowują się niegrzecznie, biegają po całej sali krzycząc, zaglądając innym gościom do talerzy, szarpiąc za obrusy, no cóż, takiego zachowania nie akceptuję. Swojemu dziecku tłumaczymy jak ma się zachowywać i uważam, że inni rodzice też powinni to robić. A gdy dzieci przeszkadzają, zwrócić im uwagę, a nie pozwalać aby dzieci biegały samopas. Mi przeszkadza takie zachowanie. Myślę jednak, że gdyby dziecko się przewróciło, zaraz taka mamuśka wiedziałaby jak ustawić obsługę do pionu, że podłoga za śliska lub krzesło stało tam, gdzie nie powinno.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Zgadzam się w 100%. Nie widzę nic złego w takim uprzejmym zwróceniu uwagi aby pilnować dzieci aby np. nie odchodziły od stołów, ale zakazy? Ile ludzi w społeczeństwie zachowuje się jakby byli zupełnie nieprzystosowani.

    Polubione przez 1 osoba

  8. Miejsca publiczne powinny być otwarte dla wszystkich bez wyłączania dzieci. Jako matka często spotykam się z niemiłymi uwagami i spojrzeniami bo moje dziecko jest strasznie ruchliwe i „żywe” co przeszkadza innym

    Polubienie

  9. Nie mam nic przeciwko dzieciom w restauracjach, ale nie ukrywam, ze rodzice powinni czuwać nad tym, żeby dziecko nie zakłócało spokoju innym. Sama mam dzieci i przebywając z nimi w miejscach publicznych wiedziały jak się mają zachowywać.

    Polubienie

  10. Już się wypowiadałam pod tamtym postem na fb – i dla mnie nazwanie tego dyskryminacją to po prostu przesada. Na szczęście wybór jest bardzo szeroki – więc można znalezc tez mnostwo miejsc przyjaznych dzieciom i oferujących dla nich specjalne atrakcje. Jeśli jakiś lokal czy wprowadzone w nim zasady mi nie pasują – omijam go i idę dalej.

    Polubienie

  11. Wszystko jest dla ludzi, ale ja czasami rozumiem takie postawy, bo wydaje mi się że ci ludzie po prostu doświadczyli rozpuszczonych Bachor ów. Naprawdę mnie Dobija to, że chce zjeść spokojnie posiłek w restauracji, a obok mnie plącze się czyjeś dziecko i np. rusza moją torebkę albo inne moje rzeczy. To jest nie do pomyślenia.
    I oczywiście to nie jest wina dziecka, tylko jego rodziców

    Polubione przez 1 osoba

  12. Myślę, że akurat takie wywieszki nie mają na celu dyskryminacji dzieciaków, tylko zniechęcenie rodziców, którzy nie potrafią wychowywać. Nie chcę uogólniać, ale obecnie często widuję sytuacje, w których rodzice wymagają od społeczeństwa (akceptuj krzyki mojego dziecka, akceptuj płacz mojego dziecka, akceptuj, że Ci w kolejce wrzuca różne rzeczy do wózka itp.). Ja akurat swoich dzieci nie mam, ale mam 2 siostrzeńców i całą gromadę dzieci moich znajomych. W sklepach i knajpach też łapię kontakt z dzieciakami. Zauważyłam, że po prostu spora część z tych „ryczących bachorów” po prostu wymaga uwagi, a nie umie tego inaczej zakomunikować, więc rodzic, który wtedy na nie krzyczy, zamiast szukać „normalnego” kontaktu jest winien, a nie dzieciaczek… Jestem jednak zdania, że faktycznie rodzice nie powinni chodzić z dziećmi wszędzie, gdzie mają ochotę. Są miejsca, które mają specyficzny charakter i klientelę i nie koniecznie są przy tym klubem nocnym czy ze striptizem. To tak, jak z selekcją we wspomnianych klubach – jeśli miejsce ma bardziej elegancki charakter, to bramkarz nie wpuści faceta w dresie. Druga strona medalu – jeśli przedsiębiorca płaci czynsz za najem lokalu, płaci obsłudze, managerom itp., to moim zdaniem ma pełne prawo decydować kogo chce u siebie gościć.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Każdy ma prawo do własnego zdania 🙂 ja uważam, że byłoby lepiej, gdyby wymagać od rodziców wychowywania dzieci, niż ich wypychac z przestrzeni publicznej. Ech, to wychowanie bezstresowe… Jak dla mnie to bardzo dużo krzywdy zrobiło relacjom społecznym. I samym dzieciom.

      Polubienie

      1. Ale w temacie wychowania dzieci ja się z Tobą jak najbardziej zgadzam. Co jednak począć, jeśli wiadomo, że są rodzice, którzy mają to kompletnie w nosie? Być może ta wywieszka ma swoją genezę w kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu wizytach nieodpowiedzialnych rodziców? Ja miałam okazję jechać na zimowy urlop z ząbkującym maluchem i jego bardzo nieodpowiedzialną matką. Młody dżentelmen płakał, bo go bolało, bo był głodny i ja to rozumiem, to jego jedyna możliwość komunikacji. Ojciec robił, co mógł. Matka natomiast czuła się chyba w tej sytuacji osobą najbardziej pokrzywdzoną i przy każdej możliwej okazji jeszcze nas „dobudzała”, na wypadek, jakby mały nie dał rady zrobić tego płaczem. Tym sposobem miałam np. przyjemność słuchać, jak niemal nad moją głową rodzicielka naszego małego przyjaciela gniecie plastikowe butelki lub schodzi z gracją słonia po schodach w ogóle nie zachowując pozorów, że nie chce nas budzić. Powiem wprost – z kilkudniowego wypadu przespałam tylko jedną noc, odsypiałam w ciągu dnia (zamiast szusować po alpejskich stokach), a nikt mi za to nie spuścił z ceny 😉 Nie chcę generalizować, bo miałam też okazje spędzać czas wolny z pociechami, którymi zajmowali się odpowiedzialni rodzice i było super! Chce tylko dać znać (jako osoba bezdzietna), że tu często nie chodzi już o same dzieciaczki, tylko o to, że rodzice się nimi nie zajmują tak, jak w pewnych sytuacjach powinni…

        Polubione przez 1 osoba

  13. Myślę że to niestety bierze się z tego, że często dzieci po prostu nie są pilnowane i trochę rozkokoszone pozwala im się dziś zdecydowanie wejść na głowę,a ktoś z zewnątrz może zdenerwować się gdy dziecko biega po całym sklepie krzycząc wniebogłosy bo mama nie chce kupić lizaka, albo gdy chce się w spokoju zjeść obiad a ono przepycha się między stolikami. Myślę że mimo wszystko powinniśmy zachować odrobinę wyrozumiałości, to jednak tylko dziecko i czasami musi po rozrabiać, ale zadziwia mnie że rodzice pozwalają np. bić się – byłam ostatnio świadkiem jak matka nie chciała wziąć plecaka od swojego góra 8-9 letniego syna to ten zaczął płakać i ja bić, ona natomiast stała i nawet nie odezwała się słowem, a widzieli to wszyscy ludzie na przystanku

    Polubione przez 1 osoba

    1. Też pdzerazilaby mnie taka sytuacja.. Agresja u dzieci to straszna rzecz. Pytanie tylko, czy u tego chłopca nie było to spowodowane jakąś choroba. Bo bicie matki u 8-letniego chłopca to nie jest normalne zachowanie. Nawet zakładając, że byłby rozpuszczony jak dziadowski bicz.

      Polubienie

      1. Kieds bylam swiadkiem podobnej sceny, tyle tylko ze dziewczynka na oko 8letnia dostala ataku szalu, bo nie mogla usiasc na konkretnym miejscu w autobusie. Nawet moj piecioletnisynek przygladal sie tej scenie z otwarta buzia. I chociaz pierwsza mysl byla „rozwydrzony bachor”, to sie zaczelam zastanawiac, czy jednak nie jakas niepelnosprawnosc psychiczna, ktorej nie widac, jakies zaburzenie ze spektrum autyzmu (co by tlumaczylo zafiksowanie na konkretne miejsce w autobusie). You never know…

        Polubienie

  14. Ja też jestem przeciwna generalizowaniu. Szczególnie gdy nie ma ona sensu. Rozumię, że do basenu pływackiego nie powinny wchodzić osoby, które pływać nie umieją. Ale to nie taki przypadek.
    Rozmowa o staruszkach niczym nie różni się od rozmowy, której podmiotem byłyby dzieci…. Bez sensu, zupełnie nie uzasadnione podejście. Wymagajmy od siebie tego co od innych i wtedy problem zniknie sam….

    Polubione przez 1 osoba

  15. Jeśli o mnie chodzi to bardzo denerwują mnie rozwydrzone dzieci między innymi podczas podróży. Osobiście uważam, że powinny być osobne przedziały w pociągach czy pokłady w samolotach, ponieważ podczas podróży wyjątkowo cenię sobie spokój, gdyż podróż sama w sobie jest już dla mnie stresująca. Restauracje bez możliwości wchodzenia z dziećmi? Niekoniecznie. Osobna sala też rozwiązałaby ten „problem”. Kiedyś w jednej z galerii handlowych usłyszałam komentarz jednego z klientów, który zwracał się do ochrony: „Widzi pan… Z grzecznym pieskiem na smyczy i w kagańcu nie można, ale z posranym po szyję, rozwrzeszczanym, niekontrolowanym przez nikogo bachorem nie macie problemu.”.

    Polubienie

    1. I co sądzisz o kulturze i wartości merytorycznej takiego komentarza?
      Ja, jak uzasadnialam w tekście, mam inne podejście do tematu. Uważam, że wszyscy powinny postarać się wykazywać w stosunku do siebie empatia i uszanowaniem cudzych granic i koniecznie uczyć tego dzieci. Ale smutno mi się robi na myśl o świecie pełnym osobnych sal, przedziałów, barier między ludźmi… Ale to mój osobisty pogląd 🙂

      Polubienie

  16. Szczerze mówiąc nie mam nic przeciwko takim znakom. Sama mając dzieci nieraz chodzę w miejsca publiczne. I nie ma nic gorszego niż np. z restauracji zamówić obiad, po czym słyszeć krytyczne uwagi, że dzieci przeszkadzają. Gdyby był znak – nie ma sprawy, idę gdzieś indziej i jem w spokoju

    Polubione przez 1 osoba

  17. Nie jestem pewna, czy to dobrze, by dzieci wszędzie miały wstęp. Są miejsca, gdzie nie obowiązuje zakaz palenia, miejsca, których klimat przeznaczony jest dla par, miejsca gdzie przychodzi się zjeść kolację, wypić wino i posłuchać muzyki fortepianowej. Coś za coś. I ja tu nie dyskryminuje maleńkich pociech. Chcę tylko powiedzieć, że do rzeczy, do których dziecko nie dorosło, nie powinno być ciagniete siłą – bo rodzic tak sobie wymyślił. Jest wiele miejsc, w które można zabrać dziecko dla dziecka odpowiednich i jednocześnie nieco zbliżających do świata dorosłych, – miejsc i momentów dedykowanych specjalnie dzieciom: teatr, filharmonia, kino, wiele restauracji, gdzie atmosfera, wystrój i posiłki przygotowane są specjalnie dla maluchów lub tych nieco starszych maluchów!
    Dziecko w miejscach, gdzie obowiązuje poważna atmosfera, nie czuje się dobrze – i właśnie dlatego przeszkadza innym gościom. To nie jest tyle kwestia wychowania, co poczucia beztroski, która u dzieci akurat jest czymś, czego możemy im pozazdrościć. Trzeba jednak rozgraniczać, dokąd dziecko zabiera się ze sobą, a dokąd nie. Jestem zdecydowanie zwolenniczką dwóch typów miejsc – każde na inną okazję – miejsc, w które, gdy przychodzę, wiem, że będzie cicho, spokojnie, nastrojowo – oraz miejsc, gdzie wiem, że będzie dużo śmiechu i zabawy z dzieciakami.
    Serdeczne pozdrowienia 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  18. To ciągłe starcie dwóch stron. Rodzice nie chcą zostawić swoich pociech samych przy okazji wyjść i spotkań w kawiarniach i restauracjach, a goście nie mający dzieci lub mający w tym czasie własne spotkania oczekują spokoju. Dlatego nie dziwię się lokalom, które w widocznym miejscu mają informacje odnośnie dzieci i tego, co im w lokalu wolno lub nie.

    Polubione przez 1 osoba

  19. Jeśli o nas chodzi, to nie mamy problemów i zastrzeżeń do dzieci. Mówi się, że dzieci czasem rozrabiają, są nieznośne. A jak zachowują się dorośli? Też nie zawsze grzecznie i kulturalnie.
    Komentarze osób, które tutaj przytoczyłaś, wcale dobrze o nich nie świadczą (o tych osobach). Skąd i jak dziecko ma się nauczyć życia w świecie jak spędzać będzie 24h w domu i później w szkole?
    Brakuje coraz częściej szacunku. Zrozumienia. Posłania uśmiechu drugiej osobie. Powiedzenie dobrego i miłego słowa.
    Wszystkiego dla Was dobrego.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s