O tym, jak dzieciate szkodzą pracodawcom i co z tym fantem zrobić

Symbol zastępczy tekstu(2)

„Moim zdaniem kobieta z trójką dzieci jest skończona na rynku pracy” – takie słowa usłyszałam od mojego byłego szefa niedługo po tym, jak poinformowałam go o trzeciej ciąży. „Nie wiem w ogóle, co pani sobie myślała, ciąże i dzieci to ogromny problem dla firmy” – dodał. Nietrudno się domyślić, słowa te były wstępem do równie uprzejmej prośby, bym nie wracała na swoje stanowisko po urlopie macierzyńskim. Teoretycznie, nie miał podstaw do takiej wypowiedzi. Prawo pracy chroni przed zwolnieniem kobiety w ciąży oraz po porodzie i jakbym się uparła, to musiałabym zostać przyjęta na dotychczasowej pozycji. Jednak kiedy zastanowiłam się nad atmosferą, w której bym po powrocie pracowała, zdecydowałam się na jak dla mnie radykalny krok: obiecałam szefowi, że nie będę mu robiła problemów i po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego złożę wymówienie za porozumiem stron. Słowa dotrzymałam.

Pewnie dla niektórych to nic takiego. Ale ja w tamtej firmie pracowałam właściwie od końca studiów i odebrałam to jak koniec mojego zawodowego świata! Bardzo długo czułam się kompletnie do niczego. No i martwiłam się, co dalej: kto będzie chciał zatrudnić potrójną matkę? Tak, wiem, że na rozmowie o pracę zatrudniający nie ma prawa o to pytać. Teoretycznie. Bo w praktyce prowadzący takie rozmowy mają swoje sposoby, aby tego typu informacje wyciągnąć. A nawet jeśli nie, to zazwyczaj wychodzi to na jaw podczas okresu próbnego. Tak więc czy naprawdę jest to tak ogromny problem dla pracodawców?

Kiedy przegląda się fora internetowe lub rozmawia z właścicielami małych firm, łatwo dojść do wniosku, że tak, jest to bardzo duży kłopot. Szefowie oraz pracownicy działu HR zarzucają matkom małych dzieci przede wszystkim branie zwolnień lekarskich na potomstwo. Poza tym niechęć wywołują prośby rodziców dzieci szkolnych o urlopy w wakacje, dni wolne podczas ferii, wcześniejsze wyjścia z powodu niedomagań młodocianych, wywiadówek lub imprez w placówkach oświatowych. Na dodatek spora część pracodawców twierdzi, że młode matki nie są w stanie skoncentrować się na karierze zawodowej, bo ich mózgi, i tak zmniejszone o 6% podczas ciąży, są obsesyjnie zajęte myślami o swoim potomstwie.

No tak. Tylko wpaść w depresję, posypać głowę popiołem i zamknąć się z dziećmi w domu, zajmując się dzielnie ich wychowaniem do 18 roku życia. Wtedy przynajmniej nie będzie się nikomu przeszkadzać ani robić problemów nieszczęsnym pracodawcom. Problem rozwiązany. Ale zaraz, zaraz! Czy wtedy nie zostanie się uznanym przez społeczeństwo za pasożyta, nieroba i generalnie leniwą dydę? Gdybym dostawała złotówkę za każdym razem, kiedy trafiałam w Internecie na inwektywy rzucane w stronę tych okropnych madek, co im się iść do roboty nie chce, to… No, może Krezusem bym nie została, ale na waciki by starczyło. Zostanie z dziećmi w domu zatem też nie jest rozwiązaniem akceptowanym społecznie. Dochodziłby do tego zresztą kolejny problem: z czegoś trzeba żyć i dzieciom chlebek kupić. I masełko do tego. A sami wiemy, jak to z cenami masła ostatnio bywa… Nawet 500 + może nie starczyć.

Kiedy zatem taka matka, podliczywszy trochę wydatki domowe, postanawia wrócić do pracy lub rozpocząć nową, napotyka na kolejny problem: te nieszczęsne zwolnienia lekarskie. Tak, trudno się nie zgodzić,  dezorganizują one pracę firmy, wkurzają szefostwo i współpracowników. I tak, nie da się ukryć, że małe dzieci chorują jak dzikie, zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowo-wiosennym. Czyli przez większość roku, generalnie rzecz ujmując. Jeśli rodzice nie mają wsparcia w dalszej rodzinie (patrz: nie zlituje się nad nimi któraś babcia lub dziadek, przejmując opiekę nad chorym brzdącem) to mają delikatnie mówiąc przechlapane w pracy. A przecież od dziadków nie można wymagać, aby zapewniali opiekę swoim wnukom. To ich dobra wola. Coraz częściej zresztą są to osoby jeszcze pracujące, mieszkające daleko, lub po prostu wychodzące z założenia, że swoje dzieci już odchowali i chcą teraz odrobiny spokoju. Mają do tego prawo.

No to jakie jest najlepsze rozwiązanie? Zastanawiałam się nad tym swego czasu długo i idealnego nie znalazłam. Natomiast wpadło mi do głowy kilka pomysłów, które być może stanowiłoby jakieś ułatwienia

Najbardziej podstawowa sprawa to dostęp do żłobków i przedszkoli. Nie wiem jak jest u Was, ale w mojej okolicy jedynak szans na państwowy żłobek nie ma. A prywatne kosztują sporo. Jeśli kobieta ma płacić za opiekę nad swoim dzieckiem połowę lub niemal całą swoją pensję, to po prostu jej się to nie opłaci. Woli zostać z przychówkiem w domu. Tylko że oznacza to wypadnięcie na jakiś czas z rynku pracy…

Pierwszym zatem  punktem jest tworzenie nowych miejsc w żłobkach lub przedszkolach. Jeśli ze względów finansowych nie opłaca się budować nowych państwowych placówek, to może bardziej opłacalne byłyby dofinansowania do pobytów dzieci w prywatnych. Gdyby opłacenie żłobka lub przedszkola nie było rujnujące dla domowego budżetu, więcej kobiet z pewnością rozważyłoby wcześniejszy powrót do pracy.

Nawet jednak jeśli dzieci szczęśliwie uda się upchać w placówkach oświatowych, to nie rozwiązuje to problemu ciągłych chorób. Kaszelki, katarki, zapalenia oskrzeli, anginy, bolące uszy… Cała lista przyjemności, na dźwięk których włos staje na głowie wszystkim rodzicom zatrudnionym na etacie. I zapewne także pracodawcom tychże rodziców… Tak jak wspominałam, na pewno częste nieobecności pracowników dezorganizują pracę firmy – ktoś robotę wykonać musi, tak czy siak.

Jak można by zaradzić choć częściowo problemowi? W wielu firmach jest dopuszczalne home office. Oczywiście, nie wszędzie i nie w każdej pracy da się coś takiego wprowadzić. Jednak dość często, nawet kiedy byłoby to teoretycznie możliwe, pracodawcy okazują silny opór przeciwko pozwalaniu na pracę z domu. Bo to taka pracownica na pewno będzie się obijała, zamiast pisać raport obiad ugotuje lub książeczkę dziecku będzie czytać… Niech siedzi 8 godzin przy biurku lub idzie na zwolnienie! Tymczasem, gdyby nastąpiła większa akceptacja społeczna dla pracy z domu, może dałoby się przynajmniej częściowo zwolnienia na chore dzieci zamieniać na pracę zdalną. Mogłoby to zapobiegać powstawaniu zaległości i przerzucaniu pracy na innych członków zespołu.

Kiedy tak dumam sobie nad systemowymi rozwiązaniami, przychodzi mi do głowy także zmniejszenie godzin pracy. Tak naprawdę, jestem przekonana, że prędzej czy później do czegoś takiego dojdzie. I to nie tylko dla rodziców małych dzieci, oczywiście. Coraz więcej czynności w pracy może być wykonywana przez maszyny i z pewnością technologia będzie się nadal rozwijała. Czy naprawdę za jakiś czas, powiedzmy kilkanaście, kilkadziesiąt lat, będzie potrzeba, aby pracować po 8, 9 godzin dziennie? Wszyscy tak naprawdę zdajemy sobie sprawę, że człowiek nie jest stworzony do tego, aby być w pełni wydajnym i skupionym przez tyle godzin bez przerwy. Jeśli sporo czynności czysto fizycznych lub powtarzalnych i niewymagających kreatywności przejmą za nas maszyny, pracy dla ludzi siłą rzeczy będzie coraz mniej. Kiedyś czytałam artykuł o tym, że prawdopodobnie w XXII wieku praca będzie przywilejem dla najzdolniejszych i najbardziej twórczych, a reszta z nas będzie musiała radzić sobie na zasiłkach. Przeraża mnie ta wizja, szczerze mówiąc, zwłaszcza że oznaczałaby ogromne rozwarstwienie społeczne. Może można by temu zapobiec poprzez zmniejszenie godzin pracy dziennie? Wówczas pracy starczałoby dla większej ilości osób, a równocześnie ludzie mogliby skoncentrować się bardziej na rodzinach, hobby, własnym rozwoju.

Ech, rozmarzyłam się. Takich zmian na pewno nie da się wprowadzić jeszcze teraz. Co więc pozostaje tym mamom, które chcą nadal łączyć pracę zawodową z wychowaniem dzieci? Cóż, pewnie lawirowanie i uparte poszukiwanie złotego środka. A także nadzieja, że trafi się na wyrozumiałego szefa i współpracowników.

Jeśli chodzi o moją historię – odpuściłam sobie pracę na cały etat. Bałam się tego, czy dam sobie radę w nowej pracy, czy nie będę zawalać przez choroby dzieci. Nie da się ukryć, że słowa mojego byłego szefa bardzo długo dźwięczały mi w uszach i wywoływały poczucie winy. Miałam wrażenie, że muszę wybierać – zajmowanie się rodziną czy praca zawodowa. Znalazłam sobie zatem robotę na pół etatu, mniej wymagającą, blisko domu. Głównym kryterium wyboru, nie ukrywam, był czas, jaki mogę poświęcić na pracę. Pół etatu łatwiej pogodzić z opieką nad trójką dzieci, nawet w okresie kataralno-przeziębieniowym. Czy żałuję swoich wyborów? Ja akurat nie. Nową pracę polubiłam bardzo, choć kompletnie odbiega od mojej poprzedniej ścieżki zawodowej. Mam jakieś tam swoje plany rozwoju i pomysły na przyszłość. Ogólnie rzecz biorąc, czuję się dużo szczęśliwsza niż w poprzedniej robocie. Nie chciałabym jednak, aby inne kobiety były wbrew sobie zmuszanie do rezygnacji ze swojej kariery zawodowej tylko dlatego, że zdecydowały się zostać mamami. Wydaje mi się to niesprawiedliwe. Nie chciałabym też, aby ktoś czuł się tak jak ja wtedy, gdy dowiedziałam się, że przez fakt posiadania trójki dzieci jestem skreślona jako pracownica. Dość długo zajęło mi ułożenie sobie tego wszystkiego w głowie. I teraz wiem: nie pozwólmy innym wmawiać sobie, co możemy robić, a co poprzez fakt zostania mamami się definitywnie w naszym życiu skończyło. To my o tym decydujemy.

A na koniec kilka powodów, dla których mamy mogą być dobrymi pracownicami:

Zazwyczaj są dobrze zorganizowane.

Umieją pracować pod presją czasu i robić kilkanaście rzeczy na raz.

Nie straszna jest im praca w niesprzyjających warunkach.

Mają w domu doświadczenia z najbardziej wymagającymi szefami na świecie.

A jakie są Wasze przemyślenia na ten temat? Macie w pracy koleżankę, która jest znana z brania zwolnień lekarskich na dzieci? A może to Wy miałyście problemy z pogodzeniem życia zawodowego z opieką nad rodziną? Podrzućcie jakieś pomysły, jak najlepiej pogodzić te różne role życiowe.

28 myśli na temat “O tym, jak dzieciate szkodzą pracodawcom i co z tym fantem zrobić

  1. Dobry tekst. U mnie akurat to ja, tato, zostaję z chorym dzieckiem w domu. Dzieje się tak, dzięki możliwości pracy zdalnej – o tym również pisałaś. Mamy dla pracodawców są problemem, ale mam wrażenie, że dla tych pracodawców, dla których wszystko stanowi problem, łącznie z nimi samymi. Pozdrawiam serdecznie

    Polubione przez 1 osoba

  2. Dobrze, że zawsze pracowałam na własny rachunek i nikt nie musiał mnie zasypywać takimi mądrościami, że jestem skończona na rynku pracy albo co ja sobie wyobrażałam – podziwiam, że nie strzeliłaś takiemu szefuńciowi w twarz.

    Aczkolwiek bycie na swoim też nie jest takie proste i fajne, kiedy ZUS kwestionuje absolutnie każde zwolnienie i tworzy takie paradoksy, że się w głowie nie mieści.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Nie można klasyfikować ludzi przez pryzmat macierzyństwa czy ojcostwa, ale tego w jaki sposób oni pracują. To jawne naruszenie równości, a do tego krótkowzroczność. Kobiety są wielozadaniowe i niejednokrotnie radzą sobie z zadaniami lepiej od mężczyzn. W dzisiejszych czasach mama z dzieckiem to żaden argument na „nie” dla pracodawcy.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Napisałaś fantastyczne zdanie, żeby nie dać sobie wmówić, że przez to, że stajemy się mamami coś się kończy, albo czegoś nie możemy robić. Tylko smutne w tym jest to, że o fakt oczywisty trzeba za każdym razem walczyć. Ja przeżyłam podobne zderzenie z ziemia po powrocie do pracy, nie było mnie 10 godzin w domu, bo godzinę zajmował mi dojazd w jedną stronę, przyszedł żłobek i cotygodniowe choroby, serio w tamtym miesiącu w placówce syn spędził 4 dni! Całe 4 dni! Problem z opieką, urlopem, godzinami pracy…wyprosiłam czasowo krótszy czas pracy o godzinę, żeby mogła zdążyć odebrać dziecko ze żłobka, nie wiem co będzie dalej, ale na pewno nie poddam się bez walki 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. No jasne. Pracodawcy chcieliby tylko aby pracować, pracować i pracować, a własnego życia nie mieć.

    Na szczęście nie pracuje u prywaciarza, ale w państwowej placówce więc nieco inaczej to wygląda. Być może każdy sobie swoje myśli, ale powiedzieć to na głos to już inna kwestia.

    Polubione przez 1 osoba

  6. U mnie w pracy rodziców właśnie postrzega się lepiej niż ludzi tzw. wolnych. Rodzic [na ogół oczywiście, ale jednak w większości] nie rzuci pracy z dnia na dzień, bo musi kilka buzi wykarmić, a ludzie bez zobowiązań podchodzą jednak trochę lżej do tego tematu. I ja sama jako przełożona [choć bezdzietna] mogę się w pełni pod tym podpisać.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Ciekawy wpis – niestety rozwiązania nie są proste i to z bardzo prostego powodu – matka ma obowiązki wobec dziecka a dla pracodawcy ważny jest zysk, bo firma jest po to, żeby zarabiać, a nie opiekować się pracownikami.

    I bierz tego do siebie, to nie jest moje zdanie, to tylko kwestia tego, że w ekonomii i tabelkach, nie ma miejsca na problemy matek czy chorych osób…A nawet jeśli to miejsce się znajdzie, to nie jest to norma…

    Cieszę się, że dzisiaj jesteś w innym punkcie życia, choć potrafię sobie wyobrazić jakie to było trudne…

    Polubione przez 1 osoba

  8. Ja w poprzedniej pracy miałam tak, że nawet nie będąc jeszcze mamą musiałam się szefowej ze wszystkiego spowiadać, zdradzać szczegóły z osobistego życia, byłam rozliczana nawet ze swojego czasu wolnego. Nawet nie chcę sobie myśleć, co by się działo, gdybym wówczas miała dziecko…I przez ten mobbing niestety bardzo się do klasycznego etatu zraziłam – więc teraz dorabiam sobie zdalnie na pół gwizdka, a do powrotu w cudzy kierat jakoś mi się nie spieszy.

    Polubione przez 1 osoba

  9. Dla duzych firm to nie problem, ale dla pracodawcow posiadajacych 1,2 pracownikow, to dramat. To nie jest tak, ze taki pracodawca ma pieniadze na podatki, ZUSY, pensje pracownikow, on je musi najpierw zarobic, zeby to wszystko oplacic. A gdy pracownik bierze wolne, to przeciez ktos musi w pracy zostac, wiec najczesciej zostaje szef- nie wazne, ze tez ma dzieci, to pracownikowi i jego dzieciom sie nalezy, a Ty jako szef radz sobie sam. A pracownikowi i tak musisz zaplacic, ale Tobie nikt za nadgodziny i prace za kogos nie zaplaci, bo…zonk…jestes szefem. Mialam kiedys taką dziewczyne ze stazu; co chwila zwolnienia bo katar, bo glowa boli, bo to- bo tamto, a najwieksza choroba to ciaza, pierwszego dnia L4 bo ona w ciazy i tak przez 9 miesiecy ciagla na zwolnieniu i jeszcze za zalegly urlop jej trzeba bylo zaplacic; nie wykorzystala, bo caly czas byla na L4, a wcale chora nie byla. Kazdy wie, ze lekarz zawsze pyta ciezarnej: „Zwolnienie wypisac?” Takze nie dziwie sie, ze pracodawcy unikaja…

    Polubienie

  10. Ciężko mi cokolwiek doradzić ponieważ nie mam dzieci, ale podziwiam matki pracujące, które potrafią pogodzić pracę z wychowywaniem dzieci i zajmowaniem się domem, a przy okazji potrafią jeszcze wygospodarować czas dla siebie. Niejednokrotnie są o wiele lepiej zorganizowane niż osoby nie posiadające rodziny.

    Polubione przez 1 osoba

  11. Zmroziły mnie słowa przytoczone przez pracodawcę, że tak mają miejsce takie sytuacje. Mnie to nie spotkało, ale kiedyś klient zaczął się czepiać, że mając małe dziecko będę miała mniej czasu dla jego firmy, nie przedłużyłam współpracy.

    Polubione przez 1 osoba

  12. Moja historia jest zupełnie inna, pozytywna. Nie jest za to popularna, bo chyba mało osób może się z nią utożsamiać. Pracodawca na mnie czekał, w międzyczasie dostałam lepszą ofertę z której po długim zastanowieniu skorzystałam. Obecny pracodawca (duża firma) jest bardzo prorodzinny, dziewczyny rodzą po troje dzieci i nie ma problemu, jest zatrudniany ktoś na zastępstwo. A z dzieckiem jest mąż, który pracuje zdalnie. Wobec tego problem zwolnień u nas też jest rzadki.

    Polubione przez 1 osoba

  13. Świetny wpis! Jestem właśnie na urlopie rodzicielskim, przede mną jeszcze urlop wypoczynkowy i jestem przerażona! Kiedyś marzyła mi się wielodzietność, media trąbią o kryzysie demograficznym, a kobiety są piętnowane na każdym kroku! Kiedy poszłam na L4 w ciąży usłyszałam od bezdzietnych „koleżanek” że się USTAWIŁAM. Do tego internet aż huczy od „madkizmu”. Wyszydzane są wszystkie kobiety, które ośmieliły się rozmnożyć.

    Polubione przez 1 osoba

  14. To, że kobiety w ciąży muszą rezygnować z pracy to czyste chamstwo i na to się nie zgodzę. Uważam, że kobiety matki lepiej skupiają się na pracy i potrafią działać wielozadaniowo. Cieszę się że mój szef pozwala mi na pracę z domu, kiedy tego potrzebuję.

    Polubione przez 1 osoba

  15. Wiele firm nadal magicznie wierzy, ze lepszy jest nieproduktywny pracownik na miejscu, niż produktywny w domu. A szkoda, bo właśnie matki mogłyby z domu niejedną firmę prowadzić.

    Polubione przez 1 osoba

  16. Podobna historia spotkała mnie po narodzinach pierworodnego, obietnice pracy zdalnej, która jednak po urodzenia okazała się sennym marzeniem. Wykorzystałam zatem urlop macierzyński, a potem wychowawczy (przysługują ci 3 lata i możesz spokojnie w tym czasie na 1/2 etatu pracować – więc tutaj zrobiłaś dobrze pracodawcy a nie sobie, ale jak to napisałaś to był radykalny krok) i powróciłam po raz 3ci do rozmów z pracodawcą. Mając dziecko wiedziałam jakie są moje potrzeby i niestety rozminęły się one z oczekiwaniami pracodawcy, który pozostał na etapie moich potrzeb z czasu przed dzieckiem. I tym sposobem nasze ścieżki się rozeszły. Chorowanie maluchów to niestety głownie domena przedszkoli, ani w żłobku ani w szkole moje dzieci nigdy tyle nie chorowały co w okresie przedszkolnym. Jednak to też kwestia zbudowania dziecku odporności póki jest małe by nie łapało wszystkiego jak leci.

    Polubione przez 1 osoba

  17. Głupi ten Twój były pracodawca i każdy, który uważa podobnie jak on 😉 To często właśnie dzieci dają nam większą motywację do pracy. A opiekę na dziecko może brać w równym stopniu zarówno mama, jak i tata. Choć niestety jak na razie zazwyczaj jest to mama – ale ten trend powoli się już zmienia.

    Ja miałam to szczęście, że mój pracodawca nie robił mi żadnych problemów, kiedy brałam opiekę na dziecko. Ja, czy którykolwiek inny pracownik, bo jest nas, dzieciatych, w firmie wielu. Wiadomo, małe dzieci zaczynające przygodę ze żłobkiem bądź przedszkolem dużo chorują – szefostwo, które samo ma, czy miało dzieci, powinno to rozumieć.

    Ale rozumiem też obawy owych małych firm, zatrudniających po kilka osób – tu już chyba głowa rządu w tym, by wszystkim zrobić dobrze 😉

    Polubienie

Odpowiedz na Psyche Tee - Wirtualny Gabinet Psychologiczny Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.