Mama, mamusia, madka…

bullying-3089938_1920

Ostatnio natknęłam się w sieci na bardzo ciekawą dyskusję dotyczącą wyrazu „madka”. Natalia Lub napisała, że nie podoba jej się to słowo, nie używa go nawet w żartach, gdyż wydaje jej się stygmatyzujące. Przy okazji postanowiła zapytać mnie o zdanie na ten temat. Dlaczego właśnie taką nazwę wybrałam dla swojego bloga?

No to zaczęłam myśleć… i myśleć… i najtrudniejsze w tym wszystkim było zastanawianie się, czy ja przypadkiem sama, poprzez użycie takiego słowa, nie tworzę podziałów. Nie piętnuję. Wyraz ten, rzeczywiście, używany jest obecnie w mocno pejoratywnym znaczeniu. W moim odczuciu  w dzisiejszym świecie trwa nagonka na rodziców małych dzieci. Zwłaszcza matki. Oczekiwania wobec nas są dość wysokie – mamy być świetnymi mamami, rozwijać się osobiście i zawodowo, poświęcać odpowiednią ilość czasu partnerowi, a przede wszystkim – nigdy, przenigdy, nikomu nie zawracać głowy, nie prosić o pomoc, nie pchać się że swoją progeniturą nielubiącym dzieci przed oczy. Naszych potomków musimy wychować już od maleńkości na prawdziwe damy i dżentelmenów, cichych, uprzejmych i nikomu nieprzeszkadzających. Cóż, większość z nas wie, że nie jest to takie łatwe, nawet przy najlepszych chęciach i sporej ilości poświęcanego na to wychowanie czasu. Mam jednak wrażenie, że obecnie panuje dużo większe przyzwolenie społeczne dla, na przykład, imprezowiczów notorycznie zakłócających spokój nocny niż dla płaczącego po nocy niemowlaka i jego wymęczonych rodziców. Mniej krytykowany będzie pijany człowiek wymiotujący w autobusie niż matka z marudzącym dzieckiem, zajmująca miejsce dla wózków ( a przecież taki ładny rower by się tam zmieścił). W mediach społecznościowych zauważam coraz mniejszą życzliwość i empatię dla rodziców małych dzieci. Oczywiście, opinię psują nam na pewno roszczeniowe jednostki, ale przecież wszyscy nie jesteśmy tacy źli! Każdemu zdarzają się wpadki. Gorsze dni. Momenty, w których o czymś się zapomni, komuś odburknie, komuś, nawet niechcący, przeszkodzi. Rodzinom z małymi dziećmi każde potknięcie jest bardzo wytykane. Coraz więcej zachowań całkiem normalnych lub wynikających ze zmęczenia jest podciąganych, czasem na siłę, pod roszczeniowość i „madkiwizm”.

Był taki moment, że złościło mnie to i naprawdę się przejmowałam. Bałam się, że kiedyś zdarzy się dzień, kiedy nie ogarnę odpowiednio mojej gromadki w środku komunikacji miejskiej czy sklepie, że zaczną krzyczeć, hałasować czy mi uciekać, a na mnie ze wszystkich stron posypią się potępiające spojrzenia i usłyszę to oceniające, pogardliwie słowo „madka”. Może trochę sama postanowiłam to wyprzedzić. Podejrzewam, że nazwałam tak swojego bloga z przekory. Nikt w końcu nie jest cały czas idealny. Zdarzyło mi się krzyknąć na dzieci, zapomnieć o imprezie w przedszkolu, zdarzyło mi się przegrać starcie ze starszą panią o odmiennych poglądach wychowawczych czy uciekać w pośpiechu z restauracji (po zapłaceniu rachunku, ale przed odebraniem zamówienia) bo moje dzieci akurat roznosiła energia. Całe moje macierzyństwo to seria przeróżnych wpadek. To także historia zderzania się moich oczekiwań względem siebie jako matki z rzeczywistością. Miałam być świetną mamą – zawsze cierpliwą, dobrą, czułą, słodko uśmiechniętą i piekącą ciasteczka. Tymczasem okazało się, że z ciast zawsze wyłazi mi zakalec, a cierpliwość tracę po piątym „Mama, a on/ona ma lepiej i to niesprawiedliwe”.

Kocham moje dzieci szalenie. Staram się im tłumaczyć świat, być przy nich w ważnych chwilach i wychować na mądrych, dobrych i empatycznych ludzi, szanujących prawa, granice i potrzeby innych. Niemniej jednak na pewno są momenty, kiedy widziana z boku bardziej przypominam Madkę z rozwianym włosem, obłędem wymalowanym na twarzy i dziką hordą u boku, niż idealną, książkową mamusię. Pomijając już fakt, że moim zdaniem idealne mamy nie istnieją i same siebie czasem wpędzamy w kompleksy.

Co do samego słowa „madka” – ma ono z pewnością negatywne zabarwienie i nigdy nie użyłabym go w stosunku do innej kobiety. Kiedy piszę tak o sobie samej, to pełni ono funkcję „upuszczania pary” i odczarowywania moich momentami zbyt wysokich oczekiwań wobec siebie. No to najwyżej jestem madką! Ale za to roku!

Drodzy obserwatorzy moich drobnych i całkiem sporych porażek pedagogicznych – Wy, stojący nieopodal, kiedy próbuję opanować atak histerii mojego dziecka, Wy, rzucający pełne politowania spojrzenia, gdy stracę cierpliwość i krzyknę, Wy, wiedzący lepiej, jak wychować dzieci – najczęściej cudze – proszę Was, nie oceniajcie nas tak szybko. Widzicie nas przez ułamek dnia. Możliwe, że jest to akurat ten ułamek, kiedy nie prezentujemy się zbyt sympatycznie. Może moje dziecko jest zmęczone, może zdarzyło mu się coś nieprzyjemnego i odreagowuje swoje emocje w najgorszym możliwym momencie, czyli publicznie? Może ja, po całym dniu pilnowania, tłumaczenia, proszenia i wychowywania, na ułamek sekundy zajrzę do telefonu lub zagadam do kogoś i nie zareaguję odpowiednio sprawnie i szybko? Łatwo jest zmarszczyć brwi i wydąć usta z pogardą, warto przyczepić łatkę. Łatwiej… ale po co?

Wszyscy jesteśmy ludźmi. Wszyscy mamy swoje wady i słabostki. Wierzę, że świat byłby piękniejszy, gdybyśmy patrzyli na siebie nawzajem z życzliwością i empatią. Dzieciaci na bezdzietnych, bezdzietni na dzieciatych. Gdybyśmy nie widzieli w zachowaniach drugiego człowieka złej woli, nie zakładali z góry złej intencji… Gdybyśmy potrafili spojrzeć ponad podziałami… A równocześnie zachować trochę dystansu do siebie i poczucia humoru… Byłoby piękniej. Radośniej. I weselej.

3 myśli na temat “Mama, mamusia, madka…

  1. Faktycznie, wkurzają mnie dzieci i matki wampirzyce, dbające o swoje stado i o nic więcej. Nie mam do takich litości, które wkurzają mnie kilka dni z rzędu, najczęściej na wczasach, gdzie dzielimy dom i jest wieczne ciu ciu ciu. Słodkie bombelki mnie zupełnie nie ruszają.

    Polubienie

  2. Mieszkając na nietypowej trochę wsi, nieomalże w lesie, całe szczęście niezbyt często spotykam się z osądem innych, nieznanych mi osób. Może taka ludzka nieżyczliwość względem dzieciatych jest bardziej widoczna w miastach i innych większych skupiskach ludzi? Gdzie wszyscy są i czują się bardziej anonimowi, a przez to łatwiej im naskoczyć na nieznajomą ofiarę? Gdzie jest większy stres i pośpiech, więc wszystkie dodatkowe „zakłócacze” urastają do rangi straszliwie denerwującego wrzoda na z trudem pielęgnowanym mentalnym kwiecie lotosu?

    No i internety – poza konkurencją. Tam na wszystko najłatwiej jest nabluzgać i zhejtować.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.