Poranek madki

sleeping-1353562_1920

Drrryń! Przenikliwy, nieprzyjemny dźwięk budzika wyrwał mnie ze snu. Otworzyłam z trudem oczy i zamrugałam, usiłując strząsnąć z siebie zmęczenie. Było jeszcze ciemnawo. I chłodno. Zza okna dobiegał monotonny stuk kropel deszczu o parapet. To był ranek, który należało spędzić w łóżku, spokojnie chrapiąc i co jakiś czas obracając się na drugi bok. Ewentualnie zagrzebując pod ciepłym kocykiem z kubkiem herbaty z cytryną i dobrą książką w ręku.

Nie było mi to pisane. Obowiązki wzywały. Odrzuciłam kołdrę i drżąc z zimna postawiłam bose stopy na lodowatej podłodze. „Kasia, pamiętaj” – pomyślałam sobie – „dzisiaj będzie inny dzień. Taki lepszy. Bez stresu i nerwów z rana. Tylko się dużo uśmiechaj.” Uśmiechnęłam się zatem, podniosłam zdecydowanym ruchem i ruszyłam w  kierunku kuchni. Po dwóch krokach stanęłam na klocuszku lego.

– Kurnaaa! – jęk zranionej łosicy przeszył ciszę poranka. Usłyszałam szelest w pokoju córki.

– Mamusiu? – niepewny, rozespany szept rozległ się w ciemnej kuchni.

– Nic, nic kochanie. Wszystko dobrze. Śpij jeszcze troszkę . Albo już wstawaj. Nie, nie, zdecydowanie wstawaj. Bo się znowu spóźnimy.

– Czy ty nie możesz się zdecydować, co mam robić! – obraziła się Panna F. – A w ogóle jest jeszcze środek nocy!

Rzuciłam okiem na zegar wiszący na ścianie. Przeżyłam lekki zawał na widok małej wskazówki tkwiącej na godzinie 3. Przez moment żyłam radosną nadzieją, że dam radę jeszcze wrócić do łóżka, lecz po chwili przypomniałam sobie, że przecież zegar ścienny jako pierwszy padł ofiara remontu i zatrzymał się na wieki (lub do czasu, kiedy ktoś się zlituje i odda go do zegarmistrza). Córka zasiała jednak we mnie nutę wątpliwości, cofnęłam się zatem do pokoju po komórkę. Zmrużyłam oczy. Niemożliwe! Minęło już 15 minut od alarmu! Co ja właściwie robiłam przez ten cały czas!

– Dzieci, wstawać! Mężu, wstawać! Już późno! – rozdarłam się jak zwykle i przypomniałam sobie swoje założenia na dzisiejszy poranek. „Zero stresu i pośpiechu, stres to twój wybór, wybierz zamiast niego spokój i radość” – wymamrotałam pod nosem ostatnio przeczytane na znajomym blogu motywacyjne powiedzenia. Mój wzrok padł na widok za oknem. Gałęzie drzewa pochylały się i uginały pod naciskiem strumieni deszczu. Szare chmury zasnuły niebo. Wszystko wydawało się szare, bure i byle jakie. Otrząsnęłam się. „Kawa” – pomyślałam z odrobiną nadziei – „kawa to jest to, czego teraz potrzebuję”. Pstryknęłam włącznik światła i zaczęłam przeszukiwać niemal puste pomieszczenie w poszukiwaniu czajnika. Znalazłam go za lodówką. „Teraz jeszcze trzeba wpaść na słoik z kawą ” – przyszło mi do głowy. Cholera, mógł być wszędzie. Remont to nie przelewki.

– Mamusiu, a śniadanie już jest? – w drzwiach do kuchni stała zaspana córka. – I czemu chłopcy jeszcze nadal śpią, a mnie obudziłaś?

– Bo ich nie obudziłby wybuch bomby atomowej – jęknęłam . – Już idę ich podnosić z wyra. To zrób sobie śniadanie! Albo nie, naszykuj sobie ubranie do wyjścia! Albo nie, sprawdź plecak, czy masz wszystko, co potrzebne do szkoły!

– Czy ty się nie możesz zdecydować? – córka popatrzyła na mnie buntowniczo  i wróciła do swojego pokoju. Trzasnęły drzwi. Głośno.

Wbiegłam do pokoju chłopców. Tuptuś spał, poświstując przez nos (czy przypadkiem nie zaczyna mu się katar?!) z rączkami zarzuconymi za głowę i uśmiechem na pulchniutkich usteczkach. Kołdra leżała skopana na brzegu łóżka. Wyglądał tak słodko, że aż żal go było ruszać. Średniemu, ściśle zawiniętemu w malutki, ciepły kłębuszek, spod skotłowanych koców wystawały jedynie kościste kolanka i lodowate  stopy.

Nawet w moim  sercu zapaliła się iskierka współczucia na myśl, że zaraz muszę bezlitośnie ściągać ich z rozgrzanych, mięciutkich posłań. „To może ja najpierw ubrania na dziś im wybiorę” – przemknęło mi przez głowę. Rzuciłam się w kierunku szuflad, potykając się po drodze o porozrzucane samochodziki.  Zabolało. Cholerne resoraki.  Zaklęłam szpetnie, podskakując na jednej nodze. Na szczęście cicho.

– Mamo, a ty znowu się denerwujesz od rana – moja córka wystawiła głowę zza drzwi i spojrzała na mnie z wyrzutem.

„Jestem oazą spokoju. Wyciszonym kwiatem lotosu” – powtórzyłam sobie w głowie i uśmiechnęłam promiennie do Panny F.

– I jak, córcia? Plecak już przejrzany?

– Tja… no właśnie, ja to w tej sprawie… – moje dziecko zaszurało niepewnie nogami. – Tak w sumie, to właśnie sobie przypomniałam, że potrzebuję na dzisiaj dwóch rolek po papierze toaletowym. Koniecznie.  I duży zeszyt do religii.

– Że co?? – szczęka aż mi opadła z wrażenia. – Skąd ja ci o tej porze to wszystko wezmę? Zaraz, zaraz, przecież ja ci kupowałam w tym tygodniu zeszyt do religii!

– Kupiłaś.  Ale zły kupiłaś. Z marginesem. A miał być bez marginesu – wytknęło mi dziecko.

„Jestem oazą spokoju. Cholernie spokojnym lotosem na cholernie spokojnej tafli wody.”

– To se margines czymś zamaluj – warknęłam. – Idź się ubierać w końcu!

Wróciłam do kuchni grzebać w koszu od makulatury. Było w nim wszystko, łącznie z ogryzkami od jabłek i ulubioną maskotką Tuptusia. Ale rolek po papierze toaletowym niet.

– Kochanie, czy do dobry moment na segregację śmieci? – w drzwiach kuchni pojawił się mąż. – Nie chciałbym cię stresować, ale za 20 minut powinniśmy wszyscy wychodzić. A chyba dzieci jakieś niegotowe…

– Nie ma czasu na tłumaczenia, rozwijaj z rolki papier toaletowy! Gazem! – krzyknęłam rozpaczliwie.

Mąż popatrzył  na moją minę i bez słowa wycofał się z kuchni.

– Mamusiu…Tuptuś się obudził i przeciekł…Cały mokry lata po pokoju. A ja…ja…potrzebuję  – w kuchni rozległ się rozespany głos starszego synka. Stał w progu, boso, w piżamie, rozczochrany i ściskający w objęciach wielką białą owcę.

Wyprostowałam się i uśmiechnęłam słodko. „Stres to twój wybór” – przypomniałam sobie. – ” Wystarczy wybrać spokój i opanowanie”.

– Tak słonko? – zapytałam czule i łagodnie.

– Bo ja… potrzebuję do przedszkola… i zgubiłem… zgubiłem… – zaczął powoli syneczek i ziewnął szeroko. Czułam, jak wskazówka minutnika pędzi jak oszalała na tarczy zegara. Mijały lata, wieki, eony, a on ziewał i ziewał. Tkwiłam skulona nad koszem z makulaturą, z rozpaczliwym poczuciem, że dzisiaj to już na pewno nie zdążę do pracy. A on ziewał dalej.

– No to co zgubiłeś skarbeńku? – zapytałam najmilej jak się dało. Zatrzasnął szczęki.

– A, w sumie, już nieważne. Śniło mi się. A śniadanie jest?

Nie było.

A potem wszystko potoczyło się tak:

7:12 – dzieci dostają śniadanie

7:13  – Tuptuś chce banana

7:14 – nie mogę znaleźć trzech par skarpetek do pary

7:15 – Tuptuś już nie chce banana i wciera go sobie we włosy

7:16 – poddaję się i szykuję 2/3 potomstwa rajstopki

7:18 – wybieram Tuptusiowi z włosów resztki banana i idziemy myć zęby

7:19 – znajduję całą tubkę pasty wyciśniętą na środek podłogi w łazience

7:20 – dzieci się obrażają, że krzyczę

7:22 – córka odkrywa, że jednak te rolki papieru to nie na dzisiaj są potrzebne

7:23 – zużywam rozwinięty papier toaletowy do wytarcia podłogi

7:25 – gubię komórkę (miałam ją przed chwilą w ręku)

7:26 – gubię Tuptusia (jeszcze przed momentem siedział na kanapie )

7:28 – Tuptuś znajduje się za kanapą, cały w kurzu

7:30 – kąpię Tuptusia i znajduję komórkę na mydelniczce (ale dlaczego tam??)

7:40 – rodzinnie opuszczamy domostwo

Zziajana, zmęczona i z poczuciem spóźnienia zatrzymałam się przy furtce, usiłując złapać oddech. Nie było to łatwe w potokach deszczu i dzikich porywach wiatru.

– Mamusiu – odezwał się cienki głosik. Jęknęłam.

– Co znowu koteczku? Czego byś chciała?

Mała rączka wsunęła się w moją. Z dołu spojrzały na mnie poważne niebieskie oczy.

– A nic. Chciałam ci powiedzieć, że cię kocham. No to miłego dnia.

Pobiegła. Oparłam się o wózek i z westchnieniem popchnęłam go do przodu. Zaczynał się nowy dzień.  Ale wydawał się teraz jakiś jaśniejszy i piękniejszy niż poprzednio.

13 myśli na temat “Poranek madki

  1. Ja zazwyczaj, kiedy już z rodziną zamykaliśmy drzwi przypominałam sobie, że jeszcze nie skorzystałam z toalety, i wówczas dylemat, wracać i nie ściskać mięśni, ale przy tym pozwolić dzieciom się rozejść, czy lepiej cierpieć i szybciej do szkół dotrzeć, ale z ryzykiem spóźnienia się… 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s