Przygotowanie do przedszkola

kindergarten-2456159_1280

– Syneczku, kochanie, to co wolisz dziś poczytać? Książeczkę o Zuzi, co szła do przedszkola czy może o Maksie, co szedł do przedszkola? A może o Misi Marysi, co spędziła wesoły dzień w przedszkolu?  – powiedziałam radosnym tonem, wybierając książeczkę do wieczornego usypiania.

– Eeee… – głos syneczka był mniej entuzjastyczny. W ramach adaptacji do przedszkola czytałam mu przez ostatni tydzień te trzy książeczki non stop, próbując wzbudzić w nim pełne radości oczekiwanie na pierwszego września.

–  A może ja mu po prostu opowiem, jak to jest w przedszkolu? – zaoferował Średni, wychylając się ze swojego łóżka. Chyba też już miał dosyć słuchania tego samego w kółko.

– O, fajnie, opowiedz – zgodziłam się z ulgą. Odłożyłam książeczki na półko i wcisnęłam się z trudem na wolne miejsce w wąskim łóżeczku obok Tuptusia, pełna zaciekawienia. Co też moje dziecko tak naprawdę sądzi o przedszkolu? Bratu powie więcej niż mnie…

– No to w przedszkolu jest fajnie, bo jest dobre jedzenie! – Średni zaczął od najważniejszej dla siebie sprawy. – Tam są prawie codziennie zupy mleczne na śniadanie!

– Lubię ziupy! – ucieszył się mój najmłodszy potomek, przytulając się do mojego boku. – A mięso? Bo ja lubię mięso.

– Jest i mięso – uspokoił go brat. – Dużo mięs. I możesz dostać dokładkę. Nawet kilka, jak poprosisz.

Jęknęłam w duchu. Karmiłam moje dzieci regularnie, obficie i najsmaczniej, jak umiałam. Nie zmieniało to faktu, że każde po kolei znacznie bardziej niż moją kuchnię ceniło sobie dania serwowane w placówkach edukacyjnych. Odbierając Średniego i słuchając wyliczeń, ile to on nie zjadł i ile dokładek nie żądał, miałam ochotę zaznaczać często, że naprawdę w domu też  dostaje posiłki. Jeśli Tuptuś pójdzie w jego ślady, to nie pozostanie mi nic innego, jak zakupić sobie koszulkę z napisem „Naprawdę nie głodzę swoich dzieci!”.

– I wiesz co tam jest jeszcze fajnego? – ciągnął przedszkolny weteran z namysłem, wychylając się ze swojego łóżka głową w dół i łypiąc na nas jednym okiem. Zamarłam w oczekiwaniu. Co teraz wymieni? Ciekawe zajęcia, mili koledzy, fajne zabawki?…

– Sedesy! – powiedziało moje dziecko pełnym nabożeństwa i zachwytu głosem. – Bo tam są takie niskie. Super, mówię ci!

– Sedesy… – powtórzyłam słabo. No, to akurat nie przyszło mi do głowy.

– Siuper! – ucieszył się Tuptuś.

– A co jeszcze jest fajnego? Koledzy, zabawki? – próbowałam zmienić temat konwersacji. Westchnęłam, próbując znaleźć wygodniejszą pozycję na twardawym materacu synka. Jakkolwiek bym się nie ułożyła, drewniana deska wrzynała mi się w plecy.

– Zabawki są fajne, owszem – zgodził się łaskawie Średni. – Ale teraz jest ich mniej. I wiesz co? Jak pani mówi, że trzeba sprzątać, to NAPRAWDĘ trzeba. Nie tak jak w domu.

– W domu też naprawdę trzeba… – wymamrotałam. Średni machnął lekceważąco ręką, o mało co nie spadając głową w dół z wysokości swojego łóżka.

– Chodzi mi o to, że pani w przedszkolu naprawdę trzeba słuchać.

– No rodziców też przecież trzeba! – zaprotestowałam. Otrzymałam kolejne machnięcie ręką i pobłażliwe spojrzenie w odpowiedzi.

– Oj mamo! Mam mówić o przedszkolu prawdę czy nie?

– No mów – poddałam się. Wiadomo, panie w przedszkolu to panie. Autorytet. Ja nie doskoczę.

– I koledzy też są fajni. Ale nie można się tak z nimi bawić, jak my się tu bawimy.

– Czyli jak? – zainteresowałam się.

– No, przepychać się, przewracać czy udawać, że się gryziemy. Panie tego nie lubią.

– Jakoś się nie dziwię. A ja niby lubię?

– Oj mamo! W domu to w domu. Co innego wypada. Sama tak mówiłaś. A przedszkole to już serio.

– Serio? – wystraszył się Tuptuś, przytulając się mocniej i wbijając mi szpiczastą bródkę w szyję.

– Ale serio fajnie! Będzie dobrze, zobaczysz – zapewnił go poważnie starszy brat. – Będę cię odprowadzał codziennie rano.

– Dziękuję! – ucieszył się Tuptuś.

– Mam nadzieję, że pozwolicie mi iść z wami? Tak dla towarzystwa? – zapytałam przymilnie.

– No dobrze, możesz iść z nami – zgodzili się obaj równocześnie, patrząc na mnie ogromnymi, prawie identycznymi, niebiesko niewinnymi oczami.

A potem wreszcie poszli spać. Mogłam się podnieść z wąskiego łóżeczka i iść się wreszcie zająć swoimi sprawami. Miałam mnóstwo rozpoczętych i niedokończonych rzeczy, które domagały się pilnie mojej uwagi i czasu. Powinnam wstać i wreszcie zrobić coś konstruktywnego.

Zamiast tego długo jeszcze leżałam w ciemności, tuląc do siebie ciepłe, posapujące, śpiące dziecko. Ciekawe, co mu się śniło? Nowe miejsce, nowa sala, nowe zabawki? Ciekawe, czy przychodziło mu w ogóle do głowy, jaka nowa przygoda go czeka, jaki zupełnie inny etap w życiu? Czułam łzy napływające mi do oczu. Jeszcze niedawno to było maleństwo, miauczący i popiskujący tobołek w moich ramionach, a już niebawem – dzielny przedszkolak, maszerujący dzielnie do nowej placówki na krótkich nóżkach, z pulchną rączką zaciśniętą mocno wokół mojej dłoni. Chlipnęłam cicho –  z dumy, przestrachu i miłości zarazem. Na tyle bezgłośnie, aby nie obudzić śpiących dzieci.

A potem wstałam, wydmuchałam nos i zabrałam się wreszcie do roboty.

Wszystkich zaczynającym nowy etap edukacyjny życzę szczęścia, powodzenia i jak najmniej stresu! Damy radę! Bo kto, jak nie my, czyż nie? 😉

8 myśli na temat “Przygotowanie do przedszkola

  1. Nas to czeka dopiero za rok, ale już mam dużo obaw. Przydałby mi się w domu taki „przedszkolny weteran” dla złagodzenia napięcia 😉. Świetny wpis, czytałam z uśmiechem na twarzy!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.