Obalmy mury!

ice-1160261_1280

Wybory, wybory i po wyborach. Minęły jak sen złoty, pozostały tylko gdzieniegdzie banery wyborcze powiewające na plotach. I spora ilość jadu, jaka wylała się we wszystkich możliwych mediach społecznościowych… Kiedyś usłyszałam od mojej mamy, że słów raz wypowiedzianych nie da się cofnąć. Internet nie zapomina. Czy naprawdę warto było tak się zacietrzewiać? Gdybym za każdy post w stylu „wszyscy, co głosowali inaczej niż ja, mają natychmiast wyp…ć z mojego profilu”, jaki widziałam na Facebooku, dostawała po groszu, to mogłabym już pewnie kupić sobie… no, pewnie jakąś kajzerkę. Może nawet grahamkę.

Rozumiem, że emocje były duże. Że gra toczyła się o dużą stawkę. Że to ważne sprawy. W sumie dobrze, że ludziom zależy i tak poważnie podchodzą do wypełniania swojego obywatelskiego obowiązku. Jakoś mi jednak przykro. Zwłaszcza, gdy z taką zajadłością spotykałam się  na profilach osób, o których wiem, że głosowały tak jak ja. Czyli niby nie muszę wyp… ć, jak zalecano, ale pewien niesmak pozostał. Może się nie znam i po prostu nie doceniam doniosłości sytuacji, ale dla mnie zrywać znajomości tylko dlatego, że znajomi  bądź przyjaciele (a nawet członkowie rodzin) mają inne poglądy polityczne od naszych, jest bezsensowne. Przede wszystkim dlatego, że to prowadzi to do powstawania kolejnych baniek informacyjnych. Takich bezpiecznych, komfortowych miejsc, w których nie mamy możliwości zetknąć się z przeciwnymi poglądami. Nic nas nie denerwuje, nikt nas nie wkurza, nie musimy nikogo do niczego przekonywać, z niczym niewygodnym się konfrontować. Wszyscy wszystkim potakują. Idealnie. I trochę nudno.

Na swoim profilu i stronie łatwo można doprowadzić do takiej sytuacji. Wystarczy banować osoby głoszące przeciwne poglądy lub kasować komentarze. Trudniej zrobić to na forach publicznych, gdzie czasem dochodzi do spięć i ożywionych starć słownych. Może to kwestia mego wrodzonego pieniactwa, ale lubię czasem wziąć w takowych udział, zazwyczaj odgrywając rolę adwokata diabła, czyli sprzeciwiając się zdaniu większości. Wynika to z mojego przekonania, że świat naprawdę nie jest czarno-biały i w większości przypadków nie ma problemu ze znalezieniem jakiegoś „tak, ale…”, które otwiera pole do dalszych rozważań i dyskusji.

Niestety, bardzo często taka konfrontacja odmiennych zdań wcale nie prowadzi do wymiany myśli. Zazwyczaj obie strony umacniają się w swoich okopach i jak mantrę powtarzają własną opinię, nie zmieniając nawet za bardzo słów, nie wspominając o argumentach. A kiedy takowych zabraknie, zaczynają się wycieczki personalne lub groźby. Coś takiego spotkało mnie w trakcie komentowania artykułu o nieudanych adopcjach (wspominałam o tym zdarzeniu tutaj) Muszę przyznać, że było to dla mnie szokujące. Potwierdziło to moje przekonanie, że wolność słowa powinna mieć swoje granice i wśród cywilizowanych ludzi nie wolno tolerować mowy nienawiści – kwestionowania czyjegoś człowieczeństwa, gróźb, obelg, nawoływania do przemocy. Na to nie może być miejsca ani w Internecie, ani w realnym świecie.

Jasne? Wydawałoby się, że bardzo. Niemniej jednak i tu można by dodać to słynne, acz nielubiane „tak, ale…” Jest kwestią dość płynną, co dla kogo stanowi treść obraźliwą. Niektórzy potrafią obrazić się o to, że ktoś ośmiela się mieć przeciwne zdanie, nawet jeśli przedstawia je w kulturalny sposób. Cały problem w tym, że tolerancja to bardzo trudna sprawa – polega na ścierpieniu czyjegoś stylu życia lub poglądów, które są zupełnie różne od naszego i nie do końca dla nas zrozumiałe. To trudne. Im dalej jest się wychylonym w swoich opiniach i przekonaniach od centrum, tym trudniejsze.

I dlatego tak ważne wydaje mi się, aby prowadząc agitację polityczną czy dyskursy społeczne zachować szacunek dla drugiego człowieka. Przeciwstawiać się etykietowaniu oraz stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej. Pamiętać, że nie rozmawiamy z ideą, zbiorowiskiem, archetypem lub linijką tekstu na ekranie komputera. Po drugiej stronie znajduje się żywa, czująca, jedyna w swoim rodzaju niepowtarzalna jednostka, ze swoim bagażem doświadczeń i przekonań. Nie wznośmy między sobą murów ani barykad, choć zapewne niektórym politykom z każdej strony sceny politycznej byłoby to na rękę.

Już jest po wszystkim. Odetchnijmy. Idźmy na spacer, spójrzmy w niebo, uśmiechnijmy się do sąsiada i pani ekspedientki. Niezależnie od tego, co i z kim robią w łóżku lub przy którym nazwisku postawili znaczek. Znajdźmy wspólną płaszczyznę porozumienia – niezależnie, czy to będzie pogoda, ostatnio przeczytana książka czy narzekanie, że chleb znowu podrożał. Polityka prawdopodobnie  zawsze będzie dzielić ludzi. Głęboko jednak wierzę, że im bardziej będziemy starać się budować mosty między sobą na poziomie lokalnym, jednostkowym, bezpośrednim, tym mniejszy negatywny wpływ uda jej się mieć na nasze życie.

Na temat tolerancji wypowiadałam się także w tym wpisie. Zapraszam serdecznie do zajrzenia, to jeden z ważniejszych dla mnie artykułów na blogu. Jestem otwarta na dyskusję 🙂

11 myśli na temat “Obalmy mury!

  1. Prawo do różnych poglądów, wyborów mamy wszyscy. Trochę mnie śmieszy, że jak ktoś nie myśli tak jak ktoś inny, to trzeba go sponiewierać, opluć i usunąć ze znajomych. Nigdy nie będzie tak, że każdy się ze wszystkimi zgodzi. Taki jest świat, a my musimy się nauczyć w nim żyć, a nie ciągle dzielić, inaczej nic się nie zmieni.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Po wyborach widać jak nasz kraj jest podzielony, niestety. Szkoda, że tak dużo ludzi – głosujących na A.D. jak i R.T. nie potrafi być tolerancyjnym i zacząć żyć swoim życiem. Wszędzie pełno nienawiści i hejtu – czy to od wyborców jednego czy drugiego kandydata. Nie rozumiem skąd w ludziach tyle jadu…

    Polubione przez 1 osoba

  3. Polityka w tym kraju od początku jest do niczego. Albo mamy skrajną prawicę, która pchała by nas ku kościołowi, albo mamy skrajną lewicę, która jest taka pro wszystko. Brakuje w tym kraju partii, która łączy oba obozy.

    Niesty nie da się ukryć, że młodzi nie mają ochoty być tylko ludźmi polskimi są to pokolenia wychowane już globalnie, dla których pozwoli nie istnieje już temat tabu. Szanują tradycję, ale chcą je łączyć z nowoczesnością.

    Niesty nasi politycy nie dostrzegają zmian zachodzących w społeczeństwie. Bazują na ludziach starszych mających określone poglądy, bo wiedzą, że dzięki temu wygrają.

    Problem w tym, że kiedy będzie trzeba wyjąć różnież do młodych, a oni nie mają nic do zaoferowania młodemu człowiekowi.

    Polubienie

Odpowiedz na Kamila z Z naciskiem na szczęscie Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.