Jak pies z kotem

cat-2603395_960_720

– Nie kocham cię, nie lubię i nie podzielę się z tobą moimi zabawkami. I w ogóle jesteś fuj!

Westchnęłam. Gdybym dostawała złotówkę za każdy raz, kiedy słyszałam od syna tę litanię, mogłabym już sobie kupić… no, może nie rolls-royce’a, ale niezłą kieckę na pewno. Z lumpeksu.

Adresatka tych słów też nie wyglądała na przejętą.

– Jak chcesz – powiedziała Panna F. obojętnie. – To ty źle na tym wyjdziesz. Ja się urodziłam pierwsza i dostałam więcej zabawek. Bo rodzice mieli więcej czasu, by mi kupować. Więc jak wezmę wszystkie swoje…

– Czy możecie nie przeprowadzać teraz rozdziału majątkowego, tylko skupić się na prezencie dla taty?  – weszłam w słowo córce. – W życiu tego nie skończymy. A mamy czas do jutra.

Popatrzyłam krytycznie na smętnie zwisający ze stołu biały t-shirt. A raczej t-shirt, który niegdyś był biały, a  teraz pokryty różnorodnymi kolorowymi plamami z kredek. Teoretycznie miały to być odbite łapki naszych dzieci, ale bardziej przypominały test Rorschacha.

– Może chociaż „Tata” napiszemy. Albo coś namalujemy – zasugerowałam. Za mną rozległ się dziki wrzask. Podskoczyłam.

– Mamo, on mnie prawie ugryzł w stopę!

– Bo ona mi nie daje niebieskiego flamastra!

– Czy wy musicie ciągle się kłócić? – jęknęłam.

– Dlaczego ja nie mogę być jedynaczką? – wkurzyła się Panna F. i wybiegła z pokoju.

Na placu boju pozostał Średni. I Tuptuś, ale ten był zajęty obgryzaniem kredek i wyjątkowo nie angażował się w awantury między starszym rodzeństwem. Popatrzyłam z wyrzutem na mojego starszego syna. Ten odwzajemnił się absolutnie niewinnym, błękitnym spojrzeniem.

– Czemu dokuczasz siostrze? Ja w twoim  wieku to marzyłam, żeby mieć kogoś, z kim bym się mogła bawić.

– Ona i tak nigdy nie chce się ze mną bawić!

– Bo jej wszystko zabierasz. I prawie gryziesz w stopę.

– Zawsze mówiłaś, że prawie robi różnicę – uśmiechnął się przesłodko Średni.

– A żebyś ty tak pamiętał, co ja mówię, jak cię o coś proszę. A nie tylko wtedy, jak ci pasuje. Idę z nią pogadać. Domaluj coś może na koszulce – poleciłam i udałam się do drugiego pokoju koić focha córki.

Panna F. leżała na łóżku, zwinięta w kłębek jak kupka małego, obrażonego na cały świat nieszczęścia. Pogłaskałam ją po kudłatej główce.

– Ciężko czasem z młodszymi braćmi, co? – zagaiłam rozmowę współczująco.

– A skąd to możesz wiedzieć, ty jesteś jedynaczką – prychnęła i odwróciła się na drugi bok.

Przysiadłam ostrożnie na brzegu łóżka.

– I tak wiem, że takie dzielenie się przestrzenią i wspólnymi rzeczami bywa trudne. Potrzeba sporo kompromisów.

– Ale on nie umie iść na żadne kompso… kompdo… Nie chce się dzielić i już! A ja mam dość ustępowania! Bo niby dlaczego? Bo jestem starsza? Bo jestem dziewczynką? – Panna F. podskoczyła na łóżku jak mały nakręcany pajacyk na sprężynce. Jej oczy pałały słusznym gniewem. Poczułam, że stąpam po bardzo kruchym lodzie.

– No i słusznie. Nie musisz ustępować. A już na pewno nie dlatego, że jesteś dziewczynką. Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

– A bo w szkole słyszałam, że mądry głupiemu ustępuje. A dziewczynki są mądrzejsze od chłopców – powiedziała z niezachwianą pewnością w głosie córka.

Poczułam się lekko zagubiona w zawiłościach gender.

– Płeć nie determinuje inteligencji ani mądrości życiowej – odparłam szybko. – I nie musisz zawsze ustępować. Ale czasem warto przemyśleć, na czym ci naprawdę zależy. Trzeba walczyć o ważne dla siebie sprawy. Ale niekoniecznie tak z zasady o wszystko.

– Ale ja nie chcę ciągle ustępować! To tak jak w szkole. Moja koleżanka ciągle chce, żebym jej pożyczała kleju. A ja nie chcę!

– A czemu właściwie nie chcesz? – zainteresowałam się.

– Bo potem sama nie mam. I nikt mi nie chce pożyczyć!

Już chciałam zaproponować, że pojadę do hurtowni i dokupię tonę kleju, ale dotarło do mnie, że nie na tym polega problem. Mam ją namawiać, aby oddawała swoje rzeczy, nawet jak nie ma ochoty? Czy to jest właściwe rozwiązanie? Z drugiej strony, zawsze tkwiło we mnie to przywiązanie do idei dzielenia się. No i co teraz? Kurcze, czy zawsze jakieś ważne dylematy dziecięce muszą spadać na mnie wtedy, kiedy jestem kompletnie nieprzygotowana? Zrobię błąd, powiem coś nie tak, a za 20 lat spojrzę na swoją córkę, jak wykopuje na deszcz bezdomnego lub nasyła straż miejską na starszą panią sprzedającą tulipany za rogiem i pomyślę sobie: „kurcze, powinnam ją nauczyć dzielić się tym cholernym klejem…”

– Nikt nie ma obowiązku dzielić się swoją własnością – powiedziałam. – Nie można nikogo do tego zmusić. To powinna być kwestia dobrej woli. Jednak dobrze jest sobie nawzajem pomagać…

– A jak inni nie chcą mi pomagać? Średni? Albo Tuptuś? Jak Tuptuś mi coś zabiera to mówicie, że on nie rozumie… A ja muszę rozumieć?

– Ty jesteś starsza – powiedziałam i ugryzłam się w język. Cholera, miałam nie używać tego argumentu. Trudno go jednak uniknąć, jeśli chodzi o rozstrzyganie sporów między siedmiolatką a dwulatkiem. – Jak byłaś w jego wieku, to też nie wymagaliśmy do ciebie tyle empatii i rozumienia, co teraz. I w dodatku nie miałaś rodzeństwa, więc w ogóle nie musiałaś się dzielić. Ani zabawkami, ani czasem rodziców… Widzisz jak ci dobrze? Jako jedyna miałaś nas przez prawie 3 lata tylko dla siebie. Tylko z tobą się bawiłam, tylko ciebie tuliłam…

– Tylko ją? A swojego męża nie? – zdziwił się Średni, który wyskoczył jak diabełek z pudełka spod łóżka akurat w momencie, w którym chciałam utulić Pannę F.

– Swojego męża trochę też – odpowiedziałam i jęknęłam pod słodkim ciężarem, bo Średni rzucił się na nas i uściskał z całych sił.

– Wiesz co, siostra? – zapytał przygniatając łokciem głowę siostry do poduszki i dając jej głośnego całusa w nos. – Ja to się cieszę, że cię mam. To już weź sobie ten niebieski flamaster. Tyle że Tuptuś go całego wypisał. Na obrusie.

45 myśli na temat “Jak pies z kotem

  1. Aż mi się przypomniały kłótnie z bratem z dziecięcych lat. To były czasy… Chociaż w sumie wciąż trwają „te czasy” mimo, że oboje mamy 20 plus. Ale teraz to bardziej przekomarzanie z miłości. Chyba rodzeństwa tak już mają do końca 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Twój tekst przypomniał mi, że wychowywanie moich dzieciaków, to jednak nie do końca były sielskie czasy:) To były dwa małe tornada. Tłumaczenie im, że należy się dzielić było daremne 🙂 Ale muszę Ci powiedzieć, że nie wyrosły na zwyrodnialców wykopujących bezdomnych na deszcz, więc chyba nie nawaliłam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Ja mam siostrę, ale w sumie każda z nas chodzi własnymi ścieżkami. Tak było już od dzieciństwa, więc poniekąd czułam się jak jedynaczka i nie było mi ani trochę smutno z tego powodu 😉

    Polubione przez 1 osoba

  4. Takie rozmowy jeszcze przede mną, ale temat dzielenia się już się pojawia na placu zabaw i przyznam, że ma on wiele wymiarów. Na razie starsza córka jest tą, która wszystkim ustępuje i której ktoś coś zabiera i nie umie się bronić, a ja wcale nie chcę żeby aż tak chętnie się dzieliła, bo pół chaty wyniesie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. No bo też trzeba nauczyć dziecko dbać o swoje interesy. A równocześnie empatii i wrażliwości na potrzeby innych. Jak to pogodzić – nie mam zielonego pojęcia 🙂 Eksperymentuję na trzech żywych organizmach 🙂

      Polubienie

  5. Moje relacje z siostrą ułożyły dopiero w życiu dorosłym. Nie ma reguły 😉 Nie jest łatwo lawirować słowami w dziecięcym świecie, gdzie jak już coś usłyszą i jest im z tym wygodnie, to nie popuszczą 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  6. Do białej gorączki doprowadzał mnie tekst mojej mamy „jesteś starsza i mądrzejsza”, jak ja wówczas czułam się pokrzywdzona. 😉 Dziś popełniam mnóstwo błędów wychowawczych, ale tego tekstu nie użyłam wobec swojego starszego dziecka. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

      1. To mega wyzwanie rodzicielskie, ja również nie przypuszczałam, że tak trudne, wydawało mi się, że wystarczy rozmawiać, tłumaczyć, pokazywać przykłady, doceniać, kiedy jest okazja, a jednak nie. Codziennie, po małym kroku, w dobrym kierunku. 🙂

        Polubione przez 1 osoba

  7. Płeć nie determinuje inteligencji, to takie oczywiste, niemniej ile tekstów słyszę o tym, że baby są głupsze od facetów. Nie wiem, skąd się wzięło to przekonanie… Fajny tekst :).

    Polubione przez 1 osoba

  8. Przeczytałam z uśmiechem, świetnie opisana sytuacja. Przez głowę przeleciało mi setki obrazów, ja i moje rodzeństwo ( ustąp starszym) potem moje tarmoszące się dzieci i bezradność. To naprawde trudne, jak odpowiedzieć dziecku, które zaopatrzone materiały np. na plastykę wraca bez niczego, bo pani kazała „pożyczać”. Zdarzyła się obniżona ocena ze sprawowania jak pożyczać nie chciała. Dobrze z tego wybrnęłas, życze powodzenia w rozstrzyganiu dziecinnych dramatów, pozdrawiam:)

    Polubione przez 1 osoba

  9. Uciekł mi komentarz, więc jeszcze raz próbuje. Świetnie opisałaś scenkę z dziećmi. Tak dobrze, że natychmiast miałam kilka obrazów przed oczami. Ja dziecko i rodzeństwo ( ustąp starszym), moje dzieci i ich dramaty. O ile można sobie poradzić z rodzeństwem ( fajnie to zrobiłaś) to już gorzej jest w szkole, gdzie nie dzielenie się jest uznane za niekoleżeńskość. Kiedyś córka wróciła bez tego, w co ją wyposazyłam na plastykę, bo pani kazała „pozyczac”. Kiedy w końcu odmówiła, poleciała ocena ze sprawowania, bardzo to przezywałam i nie mam do tej pory dobrej odpowiedzi jak to w życiu rozwiązywac. Dzielić się, ale nie z pijawkami.

    Polubienie

  10. Pamiętam, jak darłam koty z moim bratem – o wszystko, o klocki, o kredki, o czas rodziców. Ale kiedy trzeba było trzymalismy sztamę i tak jest do dziś 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s